{Poznań - miejsca}
Dzidkoland
Obok pętli autobusowej i zatłoczonego ronda na poznańskiej Śródce mruczy smutne wesołe miasteczko pana Dzidka o wdzięcznej nazwie Dzidkoland. Za woalką rdzy i zmurszałych malowideł areografem kryje się kawał historii życia pana Dzidka i jego rodziny.
Niegdyś tętniące życiem miasteczko, przepełnione podekscytowaniem i zachwytem dzieci, dziś straszy i nostalgicznie nastraja przywodząc wspomnienia z dzieciństwa.
W latach 70 i 80 pan Dzidek wraz z rodzinką w sezonie podróżował po Polsce i Europie wiodąc słodkie życie cygańskie. Żona pana Dzidka cały czas narzekała na częste zmiany szkół dzieci, jednak coraz to inne otoczenie i dobra koniunktura rekompensowały niewygody.
Obok pełnej gamy uciech dla małych szkrabów i rodziców pan Dzidek miał 4 kuce, na których dzieci wdzięcznie świeciły pierwszymi ząbkami na fotografiach pamiątkowych. Pewnego letniego dnia po porannej toalecie pan Dzidek słuchając wiadomości radiowych uśmiechnął się kącikiem ust. Szybko uśmiech pobladł, gdyż zdał sobie sprawę, że kucy nie ma. Po poznańskich ulicach nad ranem policja i straż miejska uganiały się za konikami.
Opowiadając mi mnóstwo anegdot z ukochanego miejsca przepełnionego słońcem, zachwytem dzieci i postacią Zbigniewa Wodeckigo umilającego niedzielne popołudnia, spoglądał ze smutkiem na resztki skorodowanych karuzel, strzelnic oraz gabinetów śmiechu i grozy. Wspomniał też o zeszłorocznych wakacjach w Austrii, gdzie nowoczesny park rozrywki rodzinnej tętnił życiem. Wtedy spojrzał na starą karuzelę łańcuchową i zamilkł.
Po przemianie ustrojowej w Polsce było już coraz ciszej w Dzidkolandzie. Olbrzymie opłaty za ciężarówki transportujące miasteczko zmusiły do zapuszczenia korzeni w Poznaniu i sprzedaży ich celem pokrycia bieżących wydatków. Dziś pan Dzidek zdrowo po 60 żyje ze skromnej emerytury żony i pomocy dorosłych dzieci, pilnując resztek dobytku na Poznańskiej Śródce.
Rozmawiając z nim odniosłem wrażenie, że obecna sytuacja jest kontrapunktem dla bogatego i ekscytującego życia, a pozytywne nastawienie do zmian jest wpisane w jego osobę tak samo jak śmiech dzieci, wata cukrowa, zdjęcia z kucykiem i okrzyki ojców na strzelnicy.
txt, fot. Marcin Kłusak
Więcej zdjęć w GALERII.

dodaj komentarz
Jak będę w poznaniu to napewno wejdę na tą karuzelę. na zdjąciach wygląda bardzo ładnie
dziwię się że nikt jej nie odwiedza
...Tak smutne,pDzidek dawał radość cudzym dziecim,szkoda tylko,że nie własnym... Dzięki temu reportażowi zobaczyłam tatusia,ostatni raz widzieliśmy sie jakieś dziesięć lat temu...
No łezka w oku się kręci. Pracowałem tak kilka razy w kilku pod Poznańskich miejscowościach w latach 90-tych. Pozdrowionka dla właściciela Zdzisława i jego rodzinki. Misiek. ;)
Szkoda, że to miasteczko tak skończyło. Pamiętam, że to właśnie tam odbyłem pierwszą przejażdżkę roller coasterem lub raczej jego namiastką... a w pałacu strachu prawie dostałem zawału... aż sie łezka w oku kręci. Dobrze, że właściciel zachowuje pogodę ducha... no bo w sumie cóż innego mu pozostaje.
Zgadzam się z przedmówczynią! Dziękuję
Panie Marcinie, to piękna, wyjątkowa i wzruszająca historia... trochę krótka, ale dzięki zdjęciom z galerii i tak bardzo bogata w treść. moze i gdzieś ktoś kiedyś o tym pisał, ale ja nigdy wcześniej nie spotkałam się z opowieścią o śródeckim wesołym miasteczku i cieszę się, że miałam wreszcie okazję poznać jego dzieje:) teraz ma ono dla mnie zupełnie inny wymiar. nie przejeżdżam koło niego obojętnie, jak dawniej... bardzo dobry artykuł, czekam na kolejne:)
w galerii jest 49 zdjęć... mi tam się podobają, choć rzeczywiście trochę mało:P
Słabiutki, "dmuchany", małownikliwy artykuł. Inne media i niemedia poznańskie już o tym pisały i zrobiły to znacznie lepiej. Ameryki nie odkryliście. Zdjęcia też nieciekawe, a przecież to pole do popisu i nastrzelania setki zdjęć.