{Poznań - ludzie}
(Nie) wynajmę studentowi
Sytuacja na rynku mieszkaniowym zmieniła się dość drastycznie w przeciągu ostatniego roku. W górę poszły ceny mieszkań a co za tym idzie ceny najmu. Problem z najmem dotyczy głównie studentów. Dla studentów problemem są ceny, a dla właścicieli mieszkań... studenci (UWAGA! zdjęcia dla ludzi o mocnych nerwach).Pierwsza strona medalu...
Jesienią zeszłego roku sytuacja mieszkaniowa zaskoczyła studentów. Znalezienie pokoju we wrześniu graniczyło z cudem. Wielu studentów zamiast zacząć rok akademicki wróciło do domu by przeczekać „gorący okres mieszkaniowy" i poszukać pokoju od listopada. Ceny najmu wciąż wzrastają a pokoi do wynajęcia wcale nie jest więcej, tak więc by mieć pokój od 1 października, trzeba o to zadbać już w czerwcu lub lipcu...
- Moim zdaniem sytuacja studentów poszukujących mieszkania jest w tym roku dramatyczna i - o zgrozo- raczej się nie poprawi. Wynajmujący znacznie podnieśli ceny wynajmu. Dla porównania - w ubiegłym roku za 1000zł-1100zł można było wynająć 2 pokojowe mieszkanie o wysokim standardzie (gdzie pokoje są oba dwuosobowe) czyli dach nad głową znajdą 3-4 osób. Dziś takie ogłoszenia to rzadkość. Rzadkość, która przestaje być realna po ok. 30 minutach po zamieszczeniu ogłoszenia - z tej prostej przyczyny, że ogłoszenie staje się nieaktualne. W rzeczywistości za 900-1000zł można wynająć dziś kawalerkę. Ale jakiego studenta stać na wynajem kawalerki za 1000zł? - opowiada Debora, studentka socjologii - Drugą zmorą studentów poszukujących własnego kąta są "castingi". Jeżeli szukam pokoju w mieszkaniu studenckim, to muszę liczyć na łut szczęścia. I co? Mam zaśpiewać, zatańczyć? Któż odgadnie kryteria jakimi kierują się wynajmujący? Takie osoby, mogłyby od razu pisać w ogłoszeniach: szukamy dwóch brunetek, inteligentna, musi lubić to, to i tamto, robić to, tego nie. Przecież to jest śmieszne. Rozumiem trochę wynajmujących, bo przecież musi nam się ze sobą dobrze mieszkać. Ale tak naprawdę czego - jako wynajmujący - dowiem się w ciągu 5 minut rozmowy? Jak zrobić wrażenie na wynajmującym, żeby wybrał właśnie mnie? Reasumując: przyzwoite lokum znaleźć jest trudno. Łatwo znaleźć coś niekomfortowo ciasnego i naprawdę obskurnego. Ceny przerażają, zwłaszcza tych, którzy muszą sami za siebie płacić. A wyższa cena nie zawsze oznacza wyższy standard - często jest to po prostu dostosowanie się do tzw. rynku.
W związku z obecną sytuacją wiele naprawdę inteligentnych i zdolnych osób nie rozpoczyna studiów, bo nie stać ich na utrzymanie się w wielkim - a przecież uniwersyteckim - mieście. A ci którzy zostają, zamiast się uczyć popołudniami/wieczorami pracują, żeby się utrzymać. Tylko nieliczni mają ten komfort, że ich rodziców stać na taki wydatek. Do wynajmujących rynek się uśmiechnął, ale chyba wielu z nich nie zastanawia się nad tym czy ich stać byłoby na to jako studentów? Warto pomyśleć też, że ten biedny student to polska przyszłość. Co może się stać jeśli teraz będziemy zamykać lub utrudniać im dostęp do wiedzy?
Tanie pokoje rzeczywiścienależą do rzadkości i rozchodzą jak „świeże bułeczki", często po paru minutach ogłoszenia są już nieaktualne:
- Znalazłam ciekawe ogłoszenie na stronie stancja.pl. Oferta brzmiała bardzo zachęcająco: „dwa pokoje 1-osobowe umeblowane z kablówką i Netem w 5-cio pokojowym mieszkaniu studenckim, umeblowana kuchnia, 2 łazienki z prysznicem cena 350zł + opłaty a więc ok. 400zł za pokój czekam na telefony" - opowiada Iza, studentka UAM - 20 minut później pojawia się ogłoszenie: „oferta poniżej już nieaktualna!!! BŁAGAM!!!! PRZESTAŃCIE DZWONIĆ!!!!!"
Co ciekawe nie dość, że standard mieszkań nie ulega polepszeniu, dodatkowo wynajmujący robią wszystko by zarobić jak najwięcej nie licząc się z prawem...
- Raz oglądałam mieszkanie, w którym właściciel kuchnię przerobił na pokój, by zyskać dodatkowe kilkaset złotych... Kuchenka wystawiona była na korytarz, a naczynia zamieszkujący tam studenci myli w łazience... Legalne to to nie było, ale wynajmujący siedzieli cicho, bo woleli takie mieszkanie niż żadne - opowiada Karolina, absolwentka pedagogiki - Ciekawe co by spółdzielnia na to powiedziała...
Nie jest lekko, ale dla chcącego nic trudnego... W ogłoszenia zamieszczanych w gazetach i na portalach (szybko.pl, gumtree.pl), ceny najmu są dość wysokie, często ogłoszenia zamieszczane są przez agencje nieruchomości - tak więc poza czynszem i kaucją, trzeba jeszcze zapłacić prowizję agentowi...
Można jednak poszukać mieszkania na własną rękę pytając tu i tam, próbując skontaktować się z właścicielami bądź administratorami kamienic. Cuda się zdarzają...
- Chodziłam, pytałam i znalazłam- śmieje się Aneta studentka ASP - wynajęłyśmy z koleżanką dwupokojowe mieszkanko na poddaszu za 600zł + opłaty, w jednym pokoju mieszkamy, w drugim mamy pracownię. Co prawda przy dużej ulewie z dachu trochę kapie, ale za taką cenę nie ma co narzekać ;)
Druga strona medalu...
...czyli „ta dzisiejsza młodzież".
Student, szczególnie młody będąc stworzeniem, które ledwo co wyrwało się spod opiekuńczych rodzicielskich skrzydeł wyszaleć się musi... Szaleje albo przez pierwszy rok, albo dłużej... Jeśli szaleje na mieście - problemu nie ma (albo jest mniejszy), gorzej jeśli szaleje w wynajętym mieszkaniu.
Choć to pewnie krzywdzące dla znacznej rzeszy studentów - utrwala się stereotyp studenta jako osoby wiecznie imprezującej, niszczącej wszystko co napotka na drodze i przepijającej swoje „kieszonkowe", tak że do pierwszego nie starcza a na rachunki tym bardziej.
Trudno więc dziwić się podwyższaniu cen najmu - właściciel mieszkania musi liczyć się z kosztami jakie poniesie po wyprowadzce młodego człowieka, by doprowadzić mieszkanie do stanu używalności, a siły roboczej w kraju coraz mniej więc ceny usług remontowych rosną...
- Wynająłem mieszkanie kilku studentom. Byli to spokojni studenci, z wymiany między uczelniami, opowiadali, że przyjechali się uczyć... - opowiada pan Tomasz P. z Poznania - Młodość ma swoje prawa, jednak mieszkanie po wyprowadzce wyglądało strasznie, nie wiem co tam się działo... Poniszczone meble, poobłupywana okleina na szafkach w kuchni, wgniecenia we framudze drzwi, popsuty kran, wyrwane klamki przy oknach, nie mówiąc już o kilkudziesięciu butelkach po piwie pozostawionych w szafce w kuchni i podpleśniałych resztkach w lodówce. Teraz wynajmuję mieszkanie firmie, jest porządek, zapłata w terminie. Nie stać mnie na wynajem studentom, usługi remontowe poszły w górę, nie ma sensu by cały zysk z najmu wydawać na remont i zakup nowych mebli...
Studentów boją się nie tylko najemcy, ale również inni studenci i osoby, które studia mają dopiero co za sobą...
- Jestem głównym najemcą mieszkania, tak wiec cała odpowiedzialność spada na mnie. Wynajęłam mieszkanie wspólnie z koleżanką, jednak miałyśmy jeszcze 2 wolne pokoje i szukałyśmy współlokatorów - opowiada Asia, absolwentka AE w Poznaniu - Na początku mieszkały z nami studentki drugiego roku. Były bardzo sympatyczne, jednak zawsze bardzo zdziwione gdy przychodził rachunek. Na kino, teatr, nowe ciuchy, kolejną parę butów zawsze miały kasę, na prąd i gaz już niekoniecznie. „Przegięły" gdy wyjechały na święta nie płacąc za nowy miesiąc i musiałyśmy za nie wyłożyć kasę i to już nie małą... Przez jakiś czas mieszkali z nami studenci trzeciego roku, ci z kolei mieli problem ze sprzątaniem... W zlewie nie było widać dna, spleśniałe jedzenie można było znaleźć wszędzie przez stół w kuchni, po szafki i lodówkę. Szczególnie dużo pleśni można było zaobserwować po świętach i długich weekendach, jakoś chłopcy wyjeżdżali w pośpiechu i o niedokończonym obiedzie zapominali... Dodatkowym problemem były ciągłe imprezy, a co za tym idzie hałas. Teraz mieszkamy z jednym absolwentem i dziewczyną z piątego roku. Jakoś „starsze" osoby, które już na siebie zarabiają, mają większy szacunek do pieniądza, nie trzeba za nich wykładać kasy za rachunki, a jedzenie nie pleśnieje, bo sami na nie zarabiają więc je szanują... Może nie wszyscy studenci są tacy, ale wiem że nigdy już nie zamieszkam ze studentami, ewentualnie w grę wchodzi końcówka studiów...
Pisać na powyższy temat można by jeszcze długo. Kto ma rację? Trudno stwierdzić. Pewnie każdą sytuację trzeba by rozpatrywać indywidualnie...
Zapraszam do dyskusji i komentarzy :)
Niektóre imiona zostały zmienione, podobieństwo do kogokolwiek przypadkowe;)
Zdjęcia - autentyczne „ślady" po studentach.
txt. waleriana
fot. zim
Próbki pleśni i innych darów natury znajdziecie w GALERII. Zapraszamy również do podsyłania Waszych hodowli, bądź hodowli zaobserwowanych ;) Najciekawsze nagrodzimy! Maile ślijcie na adres redakcji: redakcja@ezoterycznypoznan.pl

dodaj komentarz
teraz biura pośrednictwa biorą sumkę w wysokości 1 czynszu... masakra, jak szukałam mieszkania w zeszłym roku ze znajomymi musieliśmy na dzień dobry zapłacić pierwszy czynsz, kaucje w wysokości 1 czynszu i 1 czynsz do pośrednika.. ale i tak się opłacało bo w tym roku za mieskanie o tym samym standardzie zapłacilibyśmy 2razy więcej...
W poznaniu mieszkam od 4 lat. Przez ten czas mieszkałam w:
1) akademiku (3 miesiące) - było prawie okej, pomijając ciągłe imprezy współlokatorów i smród smżonej cebuli na korytarzu, a także brak zamykania w łazience no i niestety nie trafiłam na ludzi ,z którymi mozna konie kraść :), cena ok 250 zł za osoobę w "3"(4 lata temu)
2) mieszkanie studenckie (przerobiona siłownia w piwnicy - 5 pokoi, aneks kuchenny, 2 prysznice) tam mieszkało mi się bardzo dobrze, standard jak na piwnice bardzo wysoki, cena 300 zł za osobę w "2" ze wszystkim. Mieszkałam tam pół roku
3)Mieszkanie 2 pokojowe na 12 pietrze - standard dobry. Mieszkałam z dwójką przyjaciół więc nie było żadnego problemu ze splesniałym jedzeniem itp. Cena na osobę to ok. 350 zł ze wszytskim (zależna była od rachunków)
4) obecnie mieszkam od 3 lat w tym samym miejscu z 2 osobami. Za wynajem płacimy 1000 zł + oddzielnie wszytskie rachunki. na miesiąc wychodzi ok 400 zł. Chcieliśmy zrezygnowac z niego ze względu na rachunki. Jednak zmienilismy zdanie, kiedy zobaczyliśmy obecne ceny najmu. Tu gdzie mieszkamy standard jest b. wysoki. Mamy 2 pokoje, kuchnie, łazienke. Właściciela widzieliśmy tylko przy podpisywaniu umowy, czyli 3 lata temu. Kasę wpłacamy na konto. w razie czego do dyspozycji jest b. miła Pani w administracji.
Wiadomo, że dobre lokum trudno znaleźć. najważniejsze na początku, to zdac sobie sprawę z tego, czego oczekujemy. Czasami warto dołożyć 100 zł i mieć ładny i miły pokoik z internetem, porzadnym prysznicem czy mozliwoscia ugotowania sobie zupy z mrożonek. Jak widze ceny akademików (niektóre dochodza nawet do 300 zł) to aż żal mi osób, które muszą mieszkac w takich warunkach.
Z doswiadczenia wiem, że jak zacznie się szukać meiszkania np. w lipcu mozna znaleźć coś porządnego. Poszukując mojego obecnego lokum skorzystalam z przyjaciółmi z pośrednictwa biura studenckiego znajdującego się na ul. Taczaka w Poznaniu. Oferta tego biura była bardzo korzystna. składaliśmy się bodajże po 60 zł (3 lata temu) i dostawaliśmy adresy mieszkań przez okres ok 2 miesięcy.
hm. mieszkałam w wielu miejscach podczas studiów. generalnie było ok, ale poiwem szczerze, ze na warunki w jakich mieszkałam, własciciele niexle zarabiali. co do ceny również, kawalerki rok temu jak i 2 nie znalazłam za poniżej 900 złotych, oczywiscie plus woda i prad, a standard tez nie najlepszy ale da sie zyc(jest pralka lodowka i wanna i ciepła woda, łozko i szafa). ale juz wiem ze to mieszkanie włascicielka chce wynajac od paźiernika za ponad 1000!!!! 2 lata temu mieszkałam w niezle wyposażonej kawalerce(telewizor, kablowka, super kuchnia, łazienka w kaflach) aczkolwiek 15 minut od centur i wtedy juz płaciłam 1100 jak sie nie myle!!! obłed. mieszkajac z facetami (6-osobowe mieszkanie stuenckie) raczej nie było problemów, cena przystepna, ale faceci nie sprzataki w ogole, gary w zlewie były ZAWSZE! pozostaje akademik, ale te pozostawoaja wiele do zeczenia!!! sama mieszkałam, rudera. od października znów bede szukać, wiec pewnie wtedy znów nawsciekam sie na włascicieli :D
Mi w pierwszym lokum, spleśniały ubrania bo trzymałem je w plastikowym worku w nadziei że pralka kiedyś dotrze.
Heh.. no cóż, znane obrazki jak napisał ktoś wyżej. Nie na wszystko jest czas kiedy się pracuje i studiuje, pozatym kto normalny kiedy siedzi z rodzicami - gotuje sobie, sprząta, pierze i te wszystkie trudne i nie do końca konieczne rzeczy.
Co do najemców :)
1. moje lokum, domek studencki, przez 2 miesiące właściciel nie załatwił pralki i internetu, bo.. pojechał do argentyny, potem wyskoczyła wszędzie na ścianach pleśń(dom po remoncie)
2. Zostałem wyrzucony o 3 w nocy na bruk, przez matkę mojej koleżanki ze studiów u której mieszkałem miesiąc - świtena sprawa mówię wam.
3. Babcia, robiła mi problemy jak chciałem coś ugotować, było zimno, woda w kranie lodowata, obskurnie, babcia miała odchyły odnośnie bezpieczeństwa - "jak wychodzisz wyłącz wszystko z kontaktów i mi powiedz, to zamknę za Tobą" na wszystkie 5 zamków i łańcuchy :) to autentyk.
Teraz mieszkam z kolegą ze studiów i dwoma dziewczynami, które są poprostu wredne, bez powodu, muszą mieć trudne życie emocjonalne.
Tylko w 1 domku, tak naprawdę dało się mieszkać.
Ok, a teraz koniec narzekania, czas na konstruktywne wizje przyszłości (2050r.)
Zbudujcie nam akademiki w których da się mieszkać (np. tak jak w Niemczech, czy Danii) za rozsądną cenę (np. tak jak znowu w Niemczech, czy Danii). Z tego stresu, zdecydowałem się na studia w Danii, tylko żeby potem nie było jęku - wracajcie, brakuje nam naukowców, te podstępne działania zachodnich krajów i drenaż mózgów. No litości.
Jestem studentką I roku ale zachowuję się jak opisani absolwenci. Nie potrafię zrozumieć jak można doprowadzić do takiego syfu w mieszkaniu i nie szanować współlokatorów! Studenci, którzy wyrwali się spod skrzydeł rodziców przynoszą takim zachowaniem tylko wstyd ich rówieśnikom, którzy z reguły są postrzegani tak samo.
Te zdjęcia są mi dziwnie znajome... Norma.