{reszta świata}
Ciężka korona Miss Francji
Dlaczego tak trudno jest być Miss Francji? Gazety, radio, telewizja gruchnęły w sobotę wieczorem jedną wiadomością: Miss Normandie ogłoszona Miss France. Francuzom szczęki opadły do ziemi: stała się bowiem rzecz nieprawdopodobna. Rzeczywistość i to, co człowiek widuje dzień w dzień na ulicach raczej nie dawały powodów... do przewidzenia takiego właśnie obrotu wydarzeń.
W kuluarach zaszemrało, zaszumiało i po chwili gruchnęła druga wiadomość, tym razem kojąca i całkiem racjonalna: miss Normandie nie jest z pochodzenia Normandką. Czyli wszystko po staremu.
Skąd się wziął ten powszechny szok? Cóż, oględnie mówiąc, północ Francji przez autochtonów nie jest uważana za przesadnie atrakcyjną pod jakimkolwiek względem (i komuś, kto ma w granicach własnego kraju Lazurowe Wybrzeże i Prowansję trudno się dziwić). Nad kanałem La Manche wieje, pada, pełno jest Wikingów, na każdym kroku człowiek napotyka pasące się stada krów i gburowatych wieśniaków z dziwnym akcentem. W dodatku normandzki wzorzec kobiecości nie do końca odstaje od ogólnego stereotypu, co pozwala wątpić, czy w Normandii w ogóle istnieją kobiety jako takie, a jeśli już, to gdzie one, do cholery, są (i czy potężne wąsate stworzenia sunące ulicami miast to właśnie kobiety owe). I tak wszyscy Francuzi sobie między znajomymi w knajpach śmichu-chichu, a tu nagle Miss France i wynikające z tego powszechne niedowierzanie i konsternacja. Ale zostawmy może na sekundę żony i córki Wikingów, wystarczająco i niesprawiedliwie już im się dostało.

Organizowany w tym roku po raz 63. konkurs Miss France nie różni się bardzo od innych konkursów piękności: lansuje wzorzec idealnie wyrzeźbionego dziewczęcia, które budzi się w nieskazitelnym makijażu, zasypia przed godziną 23, marzy dniami i nocami o pokoju na świecie, a sama korona miss jest dla niej ogromnym zaskoczeniem, bo uroda tak właściwie wcale jej nie interesuje. Tak jak wszędzie, konkurs budzi kontrowersje (większe wywołuje chyba już tylko Eurowizja): że propaguje model głupiutkiej laleczki, że upokarza kobiety, że jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto i tak dalej… zwolennicy twardo obstają przy argumentach natury estetycznej i misyjnym charakterze konkursu - w końcu Miss przez cały długi rok musi potem reprezentować (kogo? co?) i z grubsza rzecz ujmując, być zewnętrznie i moralnie bez skazy i zmazy.
Tak czy inaczej, łatwo nie ma. Zwłaszcza we Francji, która w genach ma zakodowaną skłonność do kontestacji, buntu i znanej nam z okresu wczesnego dojrzewania postawy „zawsze na nie”. Konsekwentnie więc konkurs Miss France również odsądzony został od czci i wiary z powodów racjonalnych i nie tylko. Podejrzewam, że spory wkład w nagonkę miały zawistne Normandki, które tak naprawdę pewnie chętnie by się z panną Miss zamieniły(nieszczęsne, co one mi zrobiły, że się nad nimi znęcałam przez cały felieton?).
txt. Kasia Kryśków
dodaj komentarz