{Poznań - się dzieje}
Radiohead - 3 słowa o koncercie
Relacje pokoncertowe można pisać emocjonalnie lub krytycznie. Tym razem będzie bardziej emocjonalnie. Co prawda nie sądzę ,by był to koncert dekady, jak to można wyczytać w Wyborczej, jednak był to całkiem przyjemny koncert:)
Koncerty masowe mają to do siebie, że trudno oceniać je pod względem technicznym. Bardzo trudno jest dobrze nagłośnić koncert plenerowy na ogromnym placu (jak w wypadku poznańskiej Cytadeli). Jeśli zależy Wam na jakości dźwięku - kupcie płytę i przesłuchajcie ją w wygodnym fotelu, na dobrym sprzęcie. W koncercie masowo-plenerowym, chodzi o klimat, o to, że ten o to artysta, którego ubóstwiasz jest TAM, w zasięgu wzroku, choć tylko wielkości główki od szpilki... Chodzi też o ludzi, którzy dzielą twój zachwyt, twe emocje, czują to co ty w danym momencie...
Radiohead zagrali dobrze, fani dostali to, na co czekali - ulubione kawałki na żywo, w wersji nie do końca płytowej, bardziej „osobistej". Muzycy potrafili zaczarować publiczność, a słówkami w stylu „dziękuję bardzo" łamanym polskim z angielskim akcentem (w odpowiedzi na oklaski publiczności), podbijali ich serca jeszcze bardziej...

Muzyka Radiohead jest specyficzna, głos wokalisty hipnotyzuje, całość tworzy niesamowitą mieszankę, która przenosi cię gdzieś daleko.... Stoisz w tłumie, jednak czujesz się jak mała planetka w przestrzeni, samotna, wolna, lecz otoczona innymi planetami i gwiazdami... Czujesz swą indywidualność, czujesz multum sprzecznych emocji, twoich własnych, prawdziwych, a jednocześnie wiesz, że inni czują w tym momencie to samo... Dźwięki kolejnych utworów otulają cię coraz bardziej niczym kosmiczna pierzynka, zatapiasz się w nich, odpływasz, codzienność zostaje gdzieś daleko, jesteś tylko ty i dźwięki... Pełen relaks.

Piątkę z plusem zespół otrzymać powinien również za efekty wizualne. Scena przystrojona była dość specyficznie - pionowymi konstruktami (metalowymi?) w postindustrialnym klimacie. Światła były niezwykle klimatyczne, lecz nie nachalne. Nie było natarczywego, kolorowego „migania", lecz określony kolor, klimat, nowy, stonowany, jednolity, lecz zdecydowany, inny dla każdego utworu.

Możnaby oczywiście ponarzekać na organizację. Przyznać musimy szczerze, że większość fanów Radiohead support zignorowała (na usprawiedliwienie możemy dodać, że pracowici poznaniacy nie zdążyli wyrwać się z roboty...), jednak ci co pojawili się tuż przed koncertem mogli się trochę zestresować... Najpierw problemy z wpuszczaniem na teren koncertu (awaria „czytników"), później chaos w dotarciu do sektorów wcześniejszych (wchodziło się do sektora nr 3, z niego do 2, a z niego z kolei do 1), bramki między sektorami były nieoznakowane, trzeba było szukać owego tajemniczego „przesmyku" wśród tłumów zgromadzonych przy barierkach...
Problem stanowiło też oświetlenie. Gdy na bilet wydaje się 100-200zł można by oczekiwać, że organizatorzy zainwestują w jakieś oświetlenie, a tu wejścia na Cytadelę, czy to schodami, czy to asfaltówką pod górkę, były pogrążone w mroku, tak że nawet trzeźwi fani potykali się po drodze...
Wśród skarg i zażaleń możemy jeszcze dodać, że „z przyczyn niezależnych od organizatora" w ostatniej chwili zabroniono naszej redakcji robienia zdjęć podczas koncertu. Aparat naiwnie został grzecznie w domu, podczas gdy fani fotografowali jak szaleni komórkami, aparatami typu „małpka" i lustrzankami (zakazu nikt nie egzekwował)...
Jeśli ktoś ma fajne fotki proszę przysłać naiwnej redakcji: redakcja@ezoterycznypoznan.pl, to zamieścimy:)
Podsumowując: koncert świetny, organizacja tradycyjnie pozostawia wiele do życzenia...
Zdjęcia z koncertu udostępnione przez organizatora znajdziecie TU.
txt. marika
fot. Monika Lisiecka

dodaj komentarz
Cytadela wydaje się wprost stworzona do takich imprez. Chorzów przytłacza przy 30 tysiacach ludzi, tu było całkiem luźno.
Nagłośnienie rewelacyjne, nawet w strefie z piwem dźwięk był świetny.
Zakaz wnoszenia picia w kartonikach czy butelkach jest coraz powszechniejszy wszędzie i nie ma związku z ekologią a raczej z jednej stony z nie wnoszeniem alkoholu pod płaszczykiem coli czy bardziej wyłącznością zarobku na sprzedaży napojów na miejscu, tak sądzę.
Co do koncertu - muzycznie dla mnie rewelacja, nagłośnienie super, możliwe, że ważne było miejsce, z którego słuchało się koncertu (ja byłam mniej więcej w odległości 1/3 w II strefie)
organizacyjnie - 2 zarzuty:
1 - scena za nisko, ludzie z tyłu mogli niewiele zobaczyć, (szkoda, bo żeby tylko posłuchać muzyki, to można sobie w domu zostać)
2 - wyjście wąskim gardłem, (cud, że ludzie się nie stratowali)
ale ogólnie jestem zadowolona
Koncert był doskonale nagłośniony. Zdecydowanie najlepiej z wszystkich plenerowych (stadionowych) koncertów, na jakich byłem.
"publiczność- po części przypadkowa" jak może być publiczność przypadkowa kiedy bilet kosztował średnio 160 złotych? To nie jest Oepner, że na koncert przychodzą przypadkowi słuchacze.
ekologia-nie wyszło
support- grali ok, ale niedopasowani
publiczność- po części przypadkowa
RADIOHEAD- SUPER!!!TEGO WŁAŚNIE SIĘ SPODZIEWAŁAM!!! BYLI ANGIELSKO-OKSFORDZKO-ALTER-ELECTROCKOWI .
To stwierdzenie najlepiej oddaje klimat koncertu :)
Następnym razem kupuje bilet do 1 strefy!!! Niech tylko będzie następny raz!!!
Nie wiem jakie "doświadczenie" koncertowe ma autor tego artykułu ale widziałem wiele koncertów i uważam że był nagłośniony znakomicie. Mam porównanie z dużymi koncertami na otwartej przestrzeni jak i w halach. Uważam że koncert był znakomity,support nudny wręcz męczocy z jednostajnym beatem. Najgorsza była organizacja, w szczególności brak wyobraźni przy wyjściu z koncertu. Pozdrawiam
smutne było, że wszystko w otoczce ekologicznej, a na miejscu syf i malaria nie mający z tym nic wspólnego - np. śmietniki w których bez różnicy lądowało wszystko (tłumaczenie "ekologią" zakazu wnoszenia nawet picia w kartonikach, było podłe).
za to koncert cudny.