{Poznań - ludzie}
Swingowanie nie dla poznaniaków?
Przeszukałam Internet w poszukiwaniu choćby jednego namiaru na klub swingu w naszym mieście, jednej małej sugestii, która utwierdziłaby mnie w przekonaniu, że entuzjastów tego typu rozrywki w Poznaniu nie brakuje. Wpisywałam różne, nawet najdziwniejsze skojarzenia w Google, niestety, bezskutecznie... Za to udało mi się odkryć, że swingowanie nie musi powszechnie kojarzyć się z jedną z najbardziej znanych piosenek Dire Straits ani ze stylem tańca w rodzaju boogie-woogie.
Owszem, można umówić się na swing w węższym gronie. Umożliwiają to ogłoszenia w portalach internetowych o tematyce towarzyskiej i erotycznej, jednak klubu z prawdziwego zdarzenia, który zaspokoiłby wymagania najbardziej wybrednych klientów, brakuje. Czyżby dawał się we znaki poznański puryzm obyczajowy? Chyba niekoniecznie, skoro dość ci u nas salonów masażu, odnowy biologicznej i tym podobnych świątyń rozrywki i rozkoszy. Poza tym wystarczy nocny spacer nieopodal ul. Kościuszki czy Placu Cyryla Ratajskiego, by zrozumieć, że pokusy czyhają na nas praktycznie wszędzie i tylko nieliczni udają, że tego nie widzą.

Mogłoby się wydawać, że swingowanie jest wymysłem niewyżytych seksualnie mężczyzn, którzy mają nadzieję na niezobowiązujący seks z nowo poznanymi partnerkami. Nic bardziej mylnego! Swingują głównie pary z długoletnim stażem, które pragną ocalić swój związek przed rutyną, zwłaszcza gdy dotyka ona spraw łóżkowych. Nuda i przyzwyczajenie podobno zabijają powoli, a seks z obcymi ludźmi w różnych konfiguracjach może okazać się terapią uzdrawiającą niejeden związek. Co ważne regulamin swing-klubów wyraźnie informuje, że wszelkie kontakty intymne w trakcie sex party muszą odbywać się za zgodą wszystkich możliwych stron, a nieprzestrzeganie tych i innych zasad będzie karane wykluczeniem z grona swingujących.

W ekskluzywnych klubach prosperujących w Warszawie, Bielsku-Białej czy Częstochowie to właśnie do par skierowana jest główna oferta (cena za wejście od pary waha się od 60 do nawet 250zł). Nie wyklucza to jednak udziału samotnych osób w spotkaniu. Mężczyzna-singiel będzie mógł uzyskać zaproszenie do zabawy za około 100-250zł (różne ceny w zależności od miasta, stopnia wtajemniczenia i standardu klubu), za to samotne panie zawsze i wszędzie dostaną darmową wejściówkę. Bierze się to prawdopodobnie stąd, że kobiety mają mniejszą skłonność do eksperymentowania, poza tym są ofiarami utrwalanych na przestrzeni lat schematów kulturowych, które raczej nie sprzyjały ich wyzwoleniu na polu seksualnym. Sytuacja zmienia się dopiero teraz, lecz czy swing jest dobrym sposobem na leczenie kulturowych nieporozumień?
Tu zdania są podzielone. Z jednej strony, uczestnicy tego rodzaju spotkań cieszą się z możliwości zdobywania nowych doświadczeń, z pokonania własnego wstydu i cenią wyjątkowość uczestnictwa w czymś moralnie podejrzanym, przez co mocno podniecającym. Z drugiej strony, własna anonimowość i zwolnienie z powinności budowania trwałych relacji międzyludzkich, a wszystko to w kontekście czysto seksualnym, mogą spowodować negatywne emocje i np. późniejszą trudność w nawiązywaniu zdrowych relacji z innymi. Dochodzi tu przecież do obustronnego, w przypadku pary, przyzwolenia na zdradę, co może (choć nie musi) rzutować na późniejsze pożycie małżonków (O konsekwencjach, jakie mogą wyniknąć ze swingowania można przeczytać np. tutaj:
http://wyborcza.pl/1,76842,5167230.html ).
.

Cała zabawa w swing odbywa się w atmosferze tajemnicy, prawdopodobnie z obawy przed krytyką ze strony nieugiętych konserwatystów, którzy widzą w nim promocję hedonizmu. Uwalnianie zwierzęcych instynktów i bezczeszczenie świętej instytucji małżeństwa to tylko niektóre zarzuty stawiane przez katolików. Swingujący w ripoście odwołują się do prawa do wolności i decydowania o sobie, bo przecież dopóki jest zgoda i nikomu nie dzieje się krzywda, dopóty wszystko jest dozwolone, a poza tym wiadomo, że „dyscypliny życia seksualnego, jakiej pragnąłby Kościół rzymski, nie uda się narzucić dzisiejszemu światu" (Leszek Kołakowski).
Poznańska rzeczywistość nie daje swingersom możliwości realizacji najskrytszych pragnień w odpowiednio przystosowanym do tego klubie, choć niewykluczone, że w gąszczu prywatnych anonsów umknął mi adres lub potencjalne dojście do kogoś, kto gwarantuje dostęp do omawianych „świątyń rozpusty". Nawet jeśli takie miejsce nie istnieje w Poznaniu, to zmiana tego stanu rzeczy jest, moim zdaniem, kwestią czasu. Są przecież chętni, którzy nie odmówią udziału w zabawie, nawet kosztem późniejszych rozczarowań.
Kultura swingers to przede wszystkim beztroska, dobra zabawa i nadmiar seksu. Jest bez wątpienia elitarna, skierowana do osób o statusie majątkowym wyższym niż przeciętny oraz wymaga odpowiednich starań, by znaleźć się w gronie wybrańców. Co ciekawe, nikt nie mówi tutaj o miłości, czyżby to słowo nie miało nic wspólnego z seksem?
txt. Ewa Młynarczyk
fot. sxc.hu
dodaj komentarz
Wszystko na temat swingu znajdziecie w tym ciekawym artykule http://seksoot.com/news/spec-a.php
Polecam przeczytać
Nie do konca mozemy sie zgodzic z kilkoma zdaniami w artykule, ze to nuda i jakby ochrona przed rutyna zacheca pary do udzialu w takich zabawach.
Ludzie ktorzy swinguja sa b wysoko zaawansowani w swoich zwiazkach i maja czyste i jasne relacje ze swoimi partnerami. To nie nuda ich kieruje do klubow czy tez prywatnych spotkan ale dodanie pikanterii i nowego smaku w zabawach lozkowych. Dodamy tylko ze sa to normalni ludziejak kazdy inni, ktorzy pracuja wychowuja dzieci czy chodza na zakupy jak tez do kosciola...
Fakt w Poznaniu nikt jeszcze nie wpadl na pomysl takiego klubu, ale to reczywiscie kwestia czasu, tylko jest to nie dla kazdego i nikt nie zamiesci reklamy w telewizji sluchajcie klub jest na rogu golebiej w centrum miasta...
za to slask obrodzil w swingerscluby,jest juz kilka,najnowszy to Redfox swing w Czeladzi,ok.Katowic
Prawie identyczna sytuacja występuje we Wrocławiu i reszcie dolnoslaskiego... Ciekawe czy doczekam sie tutaj tak elitarnego klubu jak np Swingswing w Warszawie.