{kalejdoskop}
Gadżety z "ostatniej drogi"
Czy śmierć można traktować z przymrużeniem oka? Okazuje się, że tak. Co więcej, można na jej podstawie opracować niebanalną strategię marketingową, dorzucić odrobinę erotyzmu i skwitować dowcipem. Jednak nawet najbystrzejsze umysły nie zdołają jej przechytrzyć...Usłyszałam kiedyś historię o pochówku szlachetnego człowieka, któremu do palca jednej ręki przyczepiono sznurek i przeciągnięto z głębi ziemi na zewnątrz, na jego końcu umieszczając dzwoneczek. Gdyby stało się tak, że dopiero co zmarły obudziłby się w trumiennej ciemności, miałyby szansę na wydostanie się do świata żywych i dalsze czynienie dobra, bo na pewno znalazłby się ktoś, kto usłyszałby dźwięk dzwoneczka i ocalił go. Był jeden ciekawski, który z podejrzliwością patrzył na to, co się wokół tego pochówku wyprawia, zakradł się w nocy na cmentarz i wielkie było jego rozczarowanie, gdy odkrył, że dzwoneczek pozbawiony jest duszy...
Dzwoneczek z tej opowieści jest metaforą braku zgody na śmierć, zwłaszcza gdy dotyka ona ludzi dobrych, jednak przede wszystkim jest wołaniem o zaakceptowanie tego, co zsyła los. Metafora ta, w konfrontacji z nowoczesnym podejściem ludzi do kwestii ostatecznych, wydaje się mocno przesadzona (i to w pozytywnym sensie), ponieważ coraz częściej zdarza się, że miejsce „dzwoneczków" zastępują telefony komórkowe, pagery czy nawet urządzenia umożliwiające podsłuchiwanie tego, co „dzieje się" w trumnie zmarłego! W coraz bardziej wyrafinowanych pomysłach w dziedzinie nekrobiznesu przodują Amerykanie, dościgają ich Włosi i Brytyjczycy. Pytanie tylko po co, skoro współczesna medycyna nie ma problemów ze stuprocentowym stwierdzeniem zgonu...

Czynności i przedmioty towarzyszące ludziom w ich „ostatniej drodze" to bez wątpienia elementy kultury zachodniej, której jesteśmy częścią z racji urodzenia i uczestnictwa. Wystarczy wspomnieć słynny mitologiczny obol wkładany do ust zmarłego, by umożliwił mu przeprawę przez rzekę Styks i dotarcie do świata umarłych czy różaniec zawijany wokół dłoni chrześcijanina. Te przedmioty-symbole tym różnią się od telefonów i pagerów, że odnoszą się do rzeczywistości nieznanej śmiertelnikom i przekraczającej możliwości ludzkiego poznania. Te drugie są artefaktami pozbawionymi tajemnicy, są znakami kultury, która nie ma już nic ważnego do powiedzenia.
Odbywające się współcześnie targi funeralne obfitują w różnego rodzaju przedmioty, począwszy od odzieży i obuwia (tzw. moda trumienna), poprzez szeroki wybór trumien, urn, dekoracji. Przedsiębiorcy organizują pokazy samych uroczystości pogrzebowych w zależności od preferowanego wyznania, a także oferują transmisję ostatniej drogi online na specjalnie do tego stworzonej stronie internetowej. Włoscy przedsiębiorcy pogrzebowi jako pierwsi wypuścili na rynek luksusową edycję kalendarzy (http://www.cofanifunebri.com/2008-calendar.htm) z wyzywająco ubranymi kobietami, seksownie prężącymi się nad trumnami okraszonymi znakiem krzyża czy wizerunkiem Chrystusa, wszystko po to, by poprawić sytuację firmy, stojącej na skraju bankructwa (koszt jednego egzemplarza to 9,30€). Okazało się, że można dobrze zarobić na odwiecznym tańcu boga miłości z bogiem śmierci... Amerykanie z kolei zaoferowali spopielenie zwłok ludzkich i wykonanie z nich biżuterii (http://www.przk.pl/nr/spoleczenstwo/co_z_ta_trumna.html), by zleceniodawca takiego zamówienia mógł mieć zmarłą osobę zawsze przy sobie. Praktyki tego rodzaju dopiero raczkują w polskiej, podobno katolickiej, rzeczywistości, ale istnieje cień szansy, że z czasem staną się normą. Wszak jeśli jakiś produkt czy usługa istnieje na rynku oznacza to, że są chętni, by dokonać zakupu. Popyt to w końcu potrzeba poparta siłą nabywczą!

Oprócz wspomnianych targów istnieją zupełnie prywatne scenariusze „ostatniej drogi" lansowane głównie w sieci. I tu okazuje się, że wyobraźnia ludzka naprawdę nie zna granic. Chcesz na własnym pogrzebie zamanifestować swoje przywiązanie do ulubionej marki, drużyny piłkarskiej czy zespołu muzycznego? Nic trudnego! Możesz zlecić wykonanie trumny lub urny według własnego projektu, a nawet zorganizować sobie pochówek w 100% ekologiczny!
Moim zdaniem, zetknięcie się z takimi przedmiotami w realu może przynieść nie do końca przewidywalne konsekwencje, a przede wszystkim wywołać niemałą konsternację, bo nie wiadomo przecież czy śmiać się, czy płakać?! Logo na trumnie ma się przecież nijak do okoliczności pochówku, a łamiąc oswojony schemat kulturowy sprawia, że nie wiemy, jakie zachowanie w danym nam kontekście byłoby właściwe. Okazuje się też, że bardzo tragiczna i intymna sprawa, jaką jest śmierć, może służyć reklamie (trumna w kształcie buta NIKE czy puszki Pepsi), szczerze jednak wątpię, by tego rodzaju product placement przynosił komukolwiek wymierne korzyści, choć i tu mogę się mylić... Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że ludzie za życia decydują o przebiegu swojego pochówku. Jakie przesłanki nimi kierują? Chęć zostania zapamiętanym? Zrobienie głupiego żartu na koniec? Demonstracja czego i w imię czego, jakimi środkami i wreszcie: PO CO? NIKE-trumna kłóci się z założeniem i celem pogrzebu, przekształcając go... no właśnie, w co? W świecką ceremonię, rodzaj sztuki zakrawającej o kicz czy może w marną prowokację?

Obracanie ludzkiej śmierci w banał jest zapewne wyrazem strachu przed tym, co nieuniknione. NIKE-trumny i funero-gadżety próbują oswoić moment ostatecznego pożegnania ze światem, jednak jest to oswojenie pozorne, pokazuje bowiem jak bardzo nie chcemy/nie potrafimy rozstać się z życiem, bo przecież może się okazać, że TAM nic już nie ma... Ludzie rodzą się i umierają każdego dnia, dzięki czemu nekrobiznes kwitnie. Pytanie tylko jakie jeszcze granice jesteśmy w stanie przekroczyć, by nie dać się złapać kostusze...
txt. Ewa Młynarczyk
Zdjęcia ciekawych projektów trumien można znaleźć tutaj:
http://funzu.com/index.php/crazy-pics/artful-and-funny-coffins.html
http://www.creativecoffins.com/index.html
http://www.pagog.com/2008/05/06/worlds-weirdest-coffins/
dodaj komentarz