facebook twitter LinkedIn

{Poznań - się dzieje}

09/07/2009

Jane's Addiction i Peaches - nie tylko dla ucha

peachesPierwszy koncert Jane's Addiction w Poznaniu, ich pierwszy koncert w Polsce i jednocześnie jedyny koncert w naszym kraju. Wszyscy zgromadzeni spodziewali się więc muzycznej bomby. Przyjazd wybuchowej Peaches także wzbudzał nadzieje na świetne muzyczno-widowiskowe show. Jak było w rzeczywistości? Przeczytajcie o naszych wrażeniach.

"Good evening Poznan, I am Peaches!"

Supportem Jane's Addiction była Peaches (Merrill Nisker) - 40-letnia już kanadyjska wokalistka. Znana jest z ekscentryzmu, bezpruderyjności i niesamowitej energii. Wystarczyło wejście, najpierw chłopaków z jej zespołu w kosmicznych strojach i maskach, później samej Peaches w równie imponującym ubraniu, aby rozkręcić tłum zebrany na terenie MTP.

peaches

Jej występ trudno określić mianem koncertu - to był performance i prawdziwe show. Same jej kostiumy, których nie sposób zliczyć, zasługują co najmniej na osobny artykuł lub nawet pracę dyplomową. Niestety fotografowie mieli czas na zdjęcia tylko przez pierwsze trzy utwory, a wygląd Peaches zmieniał się później jeszcze wiele razy. Z drugiej jednak strony i tak był to już wielki sukces, że zostali wpuszczeni na support, co było niemożliwe przed koncertem Nine Inch Nails, o którym także pisaliśmy. Nie było również innych problemów, które się wtedy pojawiły.

peaches

Wracając do strojów Peaches - zmieniały się od bufiastej bluzki, w której wyglądała jak bombka, przez kombinezony, warstwy, które zrzucała niczym jaszczurka, po różne akcesoria - skrzydłopodobne rękawy z długimi włosami, bransoletę, którą wstrzymywała i rozpraszała laser lub jej końcowy "look" - cielisty kombinezon z uprzężą na biodrach, która świeciła w strategicznym miejscu oraz dużą blaszaną tablicą z napisem "Peaches", zawieszoną jak naszyjnik . Przy utworze "Set it Off" wokalistka nakłaniała publiczność do zdjęcia koszulek. Wokół mnie zaroiło się od półnagich mężczyzn i (co odważniejszych) kobiet w stanikach. Pod koniec koncertu Peaches nabrała powietrza w usta, podeszła do widowni udając, że źle się czuje. Gestem kazała odsunąć się ludziom (będzie wymiotować??) i z ust wypuściła coś, co wyglądało jak krew. Magiczna sztuczka zrobiła wrażenie. Na scenie przez cały czas dużo się działo. Przy "Talk to me" wyszło na nią dwóch wysokich mężczyzn w samych połyskujących majtkach i z ogromnymi blond perukami zakrywającymi twarz. Koncert zakończył się utworem "Fu*k the Pain Away", którym wokalistka udowodniła, że nie jest człowiekiem i że nie istnieje dla niej coś takiego jak zmęczenie.

peaches

Kontakt z publicznością- wzorowy. Peaches rzuciła się na widownię i ponieśliśmy ją wciąż śpiewającą dalej, wtedy to chwyciłam ją za udo :) Peaches na scenie nie miała wieku, jej wygląd i charyzma, ruchy i wokal pozwalały wątpić w to, że metrykalnie mogłaby ona być matką niektórych z nas. Wszystkie kawałki Kanadyjki to przeboje, jej electro często miesza się z rockiem, a przed sceną były nawet osoby pogujące do jej energetycznej muzyki. Dla mnie to Peaches zdecydowanie była gwiazdą wieczoru.

peaches

"We love you Poland!"

Po rozgrzewce Peaches czekaliśmy na Jane's Addiction - zreaktywowany kultowy zespół z Los Angeles. Rozstawianie instrumentów i przygotowywanie zespołu wydawało się nie mieć końca. W tym czasie zaczął lekko padać deszcz. W końcu Jane'si wyszli na scenę i zaczęli swój pierwszy koncert w Polsce. Publiczność zachęciła ich do dania z siebie wszystkiego.

jane_s_addiction

Zespół wyglądał na zgrany i nie miał problemów z komunikacją. Poza sceną różnorodność charakterów muzyków ponoć często doprowadzała do spięć, to chyba było też powodem wcześniejszego zakończenia działalności zespołu. Wokalista - Perry Farrel- ubrany był w czarną bluzkę z gwiazdami w kolorze kawa z mlekiem. Muszę wspomnieć o stroju, skoro występował po Peaches :) W tym wypadku fotografowie niewiele stracili mając do dyspozycji tylko pierwsze trzy utwory. Zespół raczej nie zmieniał wyglądu, nie licząc zrzucenia w pewnym momencie przez Farrella swojej gwieździstej koszulki.

jane_s_addiction

Jego atrybutem podczas całego koncertu była także butelka wina, z której gwinta wokalista co jakiś czas popijał napój bogów. Jemu, podobnie jak Peaches, również nie brakowało energii, poruszał się charakterystycznie i dość żywiołowo. Czy reaktywacja Jane'sów aktywowała ładunek muzycznej eksplozji? Publiczność była zachwycona - skakanie, pogo, oklaski, ręce w górze, gwizdy, tańce - to mówiło samo za siebie.

jane_s_addiction

Komuś udało się wtargnąć na scenę, sądząc po tym, że został po chwili z niej wyniesiony. Fani Jane's Addiction długo czekali na występ w Polsce, dlatego nie dziwię się ich reakcjom. Perry Farrel dbał o to, żeby byli zadowoleni z koncertu, co jakiś czas zagadywał i zapraszał nas do Los Angeles. Zachwalał góry, ocean i piękne dziewczyny. Z tym ostatnim trochę się chyba zagalopował, bo żeby Amerykanki zachwalać w kraju, który słynie z najpiękniejszych kobiet? ;) Kiedy zeszli ze sceny i nastała cisza, nad targami przeleciał samolot (czyżby już zdążyli odlecieć?). Na szczęście mimo energii zabrakło im prędkości światła i po chwili wrócili zagrać bis. Publiczność szalała. Kołysałam się do dźwięków gitar i strun głosowych. Dobre rockowe granie - tak określiłabym koncert Jane's Addiction. Natomiast pewnie inaczej niż w przypadku fanów zgromadzonych na koncercie uważam, że był to dzień Peaches.

Tyle raportu na gorąco po koncercie Peaches i Jane's Addiction. A Wam jak się podobało?

Więcej zdjęć w GALERII:

Peaches

Jane's Addiction

txt. Ilona Świtoń

fot. Jakub Krukowski

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 
  • July 10, 2009, 1:58 pm - PukiPuki

    Sroda 8 lipca MTP- Jane's Addiction + support prosto z kosmosu Peaches XD Nigdy nie słuchałam JA ale ze względu na darmowy bilet(otrzymany od szefowej ;P dodatkowa 1 strefa) aż się prosiło żeby pójść.Byłam na miejscu przed 20 ku memu zdziwieniu większość ludzi była rozsiana po terenie targów, piła sobie piwko itp. Mała garstka ludzi siedziała ''przy scenie'',jeśli ktoś chciał być blisko sceny to na chwile przed rozpoczęciem koncertu przesuwał się w kierunku sceny, ja tak właśnie uczyniłam.Wylądowałam w 2-3 rzędzie bez problemu.Support-grupa mi nie znana i tym większy był szok gdy ich zobaczyłam >< Peaches to co wyprawiali na scenie czyste nieskrępowane szaleństwo!Wokalistka bomba energii,sexapilu, pomysłowości.Cały zespół był specyficznie ubrany ,podasz koncertu wokalista oraz reszta wesołej gromadki zdejmowała co nieco z siebie odsłaniając nowe stroje(najlepszy strój-wokalistka ,czarny kostium coś jak kąpielowy 1 częściowy na wysokości bioder ręka skierowana w dół z wyciągniętym palcem w kierunku.....)Zespół ciekawy ale muzyka przez nich grana electro,techno ? nie mój klimat ale mimo to nieźle się bawiłam.22 na scenie pojawia się JA fani jakże uradowani zaczeli klaskać skandować nazwę zespołu.Wokalista również ekscentryczna jednostka w pozytywnym znaczeniu.Nie znałam żadnej piosenki JA ale w pewnym momencie porwał mnie klimat koncertu i szalałam z cała resztą ludzi.Chociaż muszę przyznać że było bardzo brutalnie,większość samców była to też i pogo było.I padał tez deszcz więc było ''magicznie''. Pod koniec występu było rzucanie fantami kostki itp. cóż za ironia znalazłam kostkę(tak to jest jak Ci nie zależy to znajdziesz coś,złapiesz;P).Zawiedziona jestem że tak mało w mediach, internecie itp. można znaleźć na temat tego występu,nie wiem czemu......

szukaj:

Szukaj hotelu:
Porównaj na trivago hotele online Poznań