{Poznań - się dzieje}
Postmaltańskie refleksje
Festiwal Malta już za nami, czas na podsumowania. Trudno pisać o festiwalu jako takim, gdyż Malta to przedsięwzięcie ogromne, nie sposób jednej osobie ogarnąć całości, a fizyczną niemożliwością jest obejrzenie wszystkich spektakli. Skupimy się więc tylko na wybranych wydarzeniach...Teatr Usta Usta
Jak co roku podczas festiwalu prezentowano także spektakle teatrów poznańskich. Moją uwagę przykuło nowe przedsięwzięcie Teatru Usta Usta „Aleksandria". Jest to opowieść o miejscu idealnym, utopii do której ślepo dążymy, lecz sami stoimy na przeszkodzie jej realizacji. To także obraz ludzkiej natury - marzycielskiej, naiwnej, pragnącej szczęścia, dążącej do ideału, lecz jednocześnie kłamliwej, okrutnej, niezdolnej do życia w pokoju i harmonii, niszczącej to co piękne i dobre.
Historia została pokazana w sposób prosty i efektowny, jak to ma w zwyczaju Teatr Usta Usta. Oszczędna, ruchoma scenografia, wyraziste postacie, proste, czytelne rekwizyty, dynamiczna akcja, mało tekstu, ale jak już jest to znaczący, symboliczny, do tego doskonała muzyka na żywo (Łowżył+pituri).

Naprawdę dobry spektakl. Można powiedzieć, że Teatr Usta Usta „trzyma fason". Każdy kolejny spektakl dorównuje poziomem poprzednim. Nawet deszcz nie przeszkodził aktorom, ani nie odstraszył publiczności, która zahipnotyzowana wytrwała do końca.
Niestety w kontekście innych teatrów europejskich Usta Usta są jedynie dobrym lokalnym teatrem. W zestawieniu z gwiazdami tegorocznej Malty możemy zauważyć pewne niedociągnięcia, braki, pewną „toporność"...
A kto był gwiazdą tegorocznej Malty?
Gwiazda Malty
Compagnia Pippo Delbono to klasa sama w sobie. To właśnie ten teatr był gwiazdą tegorocznej Malty, nie żadne Nine Inch Nails (które nawiasem mówiąc z teatrem ma niewiele wspólnego). Spektakl, o którym pisać trudno, najlepiej go po prostu zobaczyć. Niesamowity klimat, który przytłacza widza. Prostota, a zarazem niezwykła moc przekazu. Doskonałe kostiumy (m.in. maski w klimacie Boscha), proste, lecz wyraziste. Postacie - charakterystyczne, symboliczne, obok „zawodowych" artystów - „naturszczycy" - bezdomny, osoby niepełnosprawne, równie a nawet bardziej przekonujące niż „prawdziwi aktorzy".
Spektakl o ludzkiej nędzy, fałszu, brudzie, mrocznych zakamarkach duszy, żądzy nie do zaspokojenia, o biedzie tych co mają wszystko i bogactwie biednych i prostych.

Czas
Pippo potrafi doskonale grać czasem, pauzy, cisza, są doskonale wyważone, dodają scenom powagi, podkreślają istotne elementy, skupiają uwagę widza. Choć spektakl jest stosunkowo długi, nie dłuży się, każda scena coś znaczy, wszystkie elementy trwają tyle ile powinny, by zadziałać na widza. Jest to bardzo cenna umiejętność.
Spektakl „Kaligula" Tomaza Pandura, choć trwał tyle samo, nużył widza. Może był „przegadany"? Sceny stapiały się ze sobą, tworzyły jedną całość, kręciliśmy się w kółko wokół jednego tematu. Dopiero pod koniec spektakl nabrał tempa, ukazał swój sens. Skumulowanie pierwszej części, skrócenie jej, bądź większe zróżnicowanie mogłyby wpłynąć na lepszy odbiór spektaklu.
O Kaliguli słów kilka
Spektakl słoweńskiego reżysera Tomaza Pandura, odwołuje się do dramatu Alberta Camus. Ukazana jest tu postać legendarnego okrutnego cesarza Rzymu, jego historia pokazana jest jednak w szerszym kontekście. Jest to opowieść o człowieku, a właściwie o ludziach o umysłach wybitnych, których idee nie przystają do rzeczywistości, dla których świat jest za ciasny, ludzie obcy, którzy skazani są na samotność, wykluczenie, niezrozumienie, często potępienie. Postać charyzmatycznego szaleńca przemierza dzieje, od Kaliguli, przechodzimy do Hitlera, a po nim z kolei do gwiazd sceny. Zestawienie kontrowersyjne, lecz uzasadnione. Pełni samouwielbienia szaleńcy z manią wielkości, którzy rządzą tłumem. Okrutni dyktatorzy stawiający się na równi z bogiem, ukazani są jednak od ludzkiej strony - wiecznie poszukujący, niespełnieni, ich życie przepełnia ból, chcą coraz więcej, pragną rzeczy niemożliwych, nie mogą znaleźć szczęścia w tym świecie.
Spektakl ciekawy, efektowny. Jedynymi minusami jest kwestia „zarządzania czasem" opisana powyżej oraz pewna bariera językowa, o której jeszcze wspomnę.
Możemy za to pochwalić twórców za doskonałą scenografię, surową i mocną - wielkie ruchome kolumny i woda, w której brodzą aktorzy. Równie proste i wyraziste, są stroje aktorów oraz ich charakteryzacja.
Nagość
Element pojawiający się we współczesnych sztukach nagminnie, widzowie są do niego przyzwyczajeni. Nagość w spektaklu jest istotna, gdy jest uzasadniona, samo szokowanie nie wystarcza.
W wykorzystywaniu nagości znów Pippo Delbono okazuje się mistrzem. Nagość ma tu różne znaczenia, w zależności od sceny, kontekstu. Przeważnie jest aseksualna, przytłaczająca, pokazuje ludzką marność, nędzę, brzydotę, samotność, w ostatniej scenie jest jakby obnażeniem bohatera, odkrywa się przed nami, kaja...
W „Kaliguli" Pandura nagość bywa uzasadniona, choć nie zawsze jest. Na początku prawdopodobnie ma ukazać, że wielki Kaligula - prawie bóg jest zwykłym człowiekiem. Później ma pokazywać wyuzdanie, zepsucie Rzymu, nie jest jednak konieczna, nie jest do końca uzasadniona i nie ma przez to takiej mocy jak u Pippo. Również sceny wyuzdania i swobody seksualnej otoczenia Kaliguli tracą przez swą dosłowność.

Bariera językowa
W minionych latach Malta stawiała na teatry, które przemawiały głównie obrazem. Tym razem pojawiły się dramaty w całości mówione, mam tu namyśli m.in. Hamleta i wspominanego Kaligulę. Spektakle na bieżąco tłumaczone były poprzez rzutnik, niestety nie ułatwiało to odbioru. Po pierwsze skupiając się na słowach gubiliśmy „akcję", po drugie tekst nie do końca zgrany był z tym co działo się na scenie, brakowało synchronizacji. Dodatkowo w Hamlecie, scenografia przysłaniała części publiczności tekst. W obu spektaklach tekst zajmował 85-95% czasu, stąd było to dość uciążliwe dla widzów.
W przypadku Pippo tekst wyświetlany na ścianie był lepiej zsynchronizowany, a dialogi pojawiały się stosunkowo rzadko (ok. 20-30% spektaklu).
Być może warto w kolejnych edycjach postawić na teatry, które przemawiają w znacznym stopniu obrazem niż tekstem lub udoskonalić metody tłumaczenia?
Co dalej?
Kolejna Malta za rok, czego jej życzymy? By stawiała na gwiazdy teatru, nie - na gwiazdy rocka, by była dla ludzi, nie dla elit, by była dostępna i widoczna, i by znów zagościła nad Maltą...
txt. mej
fot. iz
Patrz też: Malta: plan 3-letni

dodaj komentarz