facebook twitter LinkedIn

{Poznań - felietoniki}

17/05/2009

Nocne zmory muzealne

noc_muzeowKolejna Noc Muzeów w Poznaniu. Postanowiłam w ten wieczór udać się ze znajomą do kina nie wykluczając późniejszych rozmów o obejrzanym filmie w jakiejś miłej knajpce pełnej pustych stolików (bo przecież wszyscy ma pewno udali się do licznych w tym mieście przybytków sztuki oraz kultury witających ich tego wieczoru otwartymi drzwiami i oknami).

Już wysiadając z tramwaju na Rondzie Kaponiera poczułam, że jest jakoś inaczej. Ludzi jakby więcej, całe rodziny z dziećmi maszerują chodnikami, muzyka gra tu i ówdzie, w powietrzu czuć było jednym słowem fiestę.

- Miło - myślę i kieruję się dalej. Przechodząc obok Zamku zadziwił mnie ogrom ludzi kotłujący się przy wejściu, tyle osób gromadzi się tam chyba tylko w sylwestra, podczas owsiakowej orkiestry oraz jarmarku z okazji imienin świętego Marcina. Nie zdążyłam się nawet dobrze zastanowić, czy to dobrze czy może źle, że lud wychynął z domu jak jeden mąż, a siedziałam już w kinie o różowych siedzeniach i próbowałam usilnie poskładać jakoś moje nogi, by zmieścić się w przerażająco wąskiej przestrzeni między jednym fotelem a drugim.

Film udany choć momentami nachalny ze swym realizmem magicznym (doskonale wiadomo było, kiedy ten realizm magiczny się na ekranie uwidoczni - Brakowało tylko sygnalizujących to werbli - rzekła po seansie znajoma), a to czarny kruk, a to kropla krwi na doskonale białym materiale, a to chmury niepojęte, a to kwiatek dawno umarły na parapecie rozkwitający bujnie. I takich tabliczek z napisem Uwaga, magia! można by powstawiać co najmniej kilkanaście. Ale butelki z napisem Wino truskawkowe mieli stylowe.

Po seansie nastąpiły planowane wieczorne Polek przy piwie rozmowy zakłócone telefonem od kolejnej znajomej informującej, że stoi właśnie w kolejce na pewną wystawę fotograficzną i czy aby nie mam ochoty do niej dołączyć. Miałam (może niekoniecznie akurat na tą wystawę, ale czasem robimy pewne rzeczy bardziej dla towarzystwa niż dla tzw. kultury). Jak się okazało w ciągu najbliższej godziny była to zła decyzja.

noc_muzeow

Wystarczy ogłosić, że coś jest za darmo, by ściągnąć sobie na głowę tłumy ludzi, dla których nie jest ważne to, co się przyszło oglądać, ale fakt, że można to oglądać ZA DARMO. Kilkadziesiąt dużych zdjęć logistycznie rozmieszczonych w sporej sali w normalnych warunkach (czyli pewnie prawie pustym pomieszczeniu) zapewniałoby satysfakcjonujące obcowanie. Jednak w sali, gdzie ludzi było zdecydowanie za dużo (i na nic zdały się panie przy wejściu kontrolujące ilość wchodzących i wychodzących osób), gdzie panował okropny zaduch, gdzie by dowiedzieć się, kto jest autorem zdjęcia i gdzie było ono zrobione trzeba było przedzierać się przez ścianę ludzką, warunki były wprost skandaliczne.

Nie rozumiem ludzi. Jeśli ktoś miał ochotę zobaczyć wystawę World Press Photo dlaczego przyszedł na nią w dzień, kiedy było to prawie niemożliwe? Czy to kwestia tych dziesięciu złotych za bilet? Czy chęć brania udziału w czymś masowym? Czy może to po prostu nie wypada w Noc Muzeów siedzieć w domu albo iść zwyczajnie do knajpy? Ja w normalny dzień bym na taką wystawę i tak nie poszła, więc nie żałuję niczego. Nie lubię wielu zdjęć tam prezentowanych, nie przemawia do mnie fotografowanie matki, która tuli w ramionach swoje konające dziecko, nie jestem w stanie oceniać walorów zdjęcia przedstawiającego nadgniłe ludzkie ciało pływające w wodzie. Ja wiem, że tak się dzieje, ale takie zdjęcie nie sprawi, że nagle, w jednej chwili stanę się bardziej otwartym na krzywdy innych ludzi człowiekiem, że poszerzy mi się postrzeganie świata. Nie, ja wtedy myślę bardzo o źle o człowieku, który takie zdjęcie wykonał.

Inną sprawą jest jeszcze to, że część tych zdjęć pozostaje zupełnie nieczytelna, gdy pozbawić ich krótkiej notki informującej o co w ogóle chodzi. Zdjęcie powinno bronić się samo, nie potrzebuje słów. I jakoś tak się złożyło, że większość zdjęć, które bez tej notki pozostawało nieodgadnionymi to właśnie te z serii byle więcej krwi i szczątków ludzkich.

Ludzie, chodźmy na wystawy, wernisaże, prelekcje, projekcje i inne seanse, ale nie tylko raz do roku. I nie tylko, gdy są one za darmo. Ich twórcy muszą w końcu też z czegoś żyć.

txt. Joanna Błauciak

fot. sobarg

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 

szukaj: