facebook twitter LinkedIn

{Poznań - muzyka}

06/05/2009

Spotkanie z Możdżerem

mozdzerLeszek Możdżer, jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych, gościł w Poznaniu w związku z uroczystościami poświęconymi pamięci kompozytora, Krzysztofa Komedy Trzcińskiego. Udało nam się porozmawiać z artystą. Oto wywiad udzielony Ezoterycznemu Poznaniowi!

Chyba każdy słyszał Leszka Możdżera albo o Leszku Możdżerze:) Światowej sławy pianista, znany z porywających improwizacji fortepianowych, od lat współpracuje z muzykami z całego świata, a także z wybitnymi kompozytorami muzyki filmowej tj. Zbigniew Preisner czy Jan Kaczmarek. Napisał muzykę do filmu dokumentalnego w reżyserii Sylwestra Latkowskiego pt: "PUB 700", którego sam jest bohaterem. Skomponował również muzykę do filmu "Nienasycenie" wg Witkacego w reżyserii Wiktora Grodeckiego. Brał udział w kilkudziesięciu nagraniach muzyki do filmów. Współpracuje z artystami teatru muzycznego „Capitol" we Wrocławiu.

Leszek Możdżer niedawno gościł w Poznaniu. 24 kwietnia w Auli Uniwersyteckiej odbył się uroczysty koncert z okazji obchodów 40 rocznicy śmierci Krzysztofa Komedy Trzcińskiego. Leszek Możdżer wystąpił wraz z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej u boku Urszuli Dudziak i Tomasza Stańko. Artyści zagrali utwory Komedy w opracowaniu Krzesimira Dębskiego.

mozdzer

Luiza Banach: W Poznaniu dobiegają końca uroczyste obchody związane z 40 rocznicą śmierci Krzysztofa Komedy Trzcińskiego. Wczoraj wykonałeś utwory muzyczne Komedy, sam również komponujesz muzykę zarówno do dzieł teatralnych, jak i filmowych. Jak sądzisz, jaka jest funkcja muzyki w filmie?

Leszek Możdżer: Wczoraj widziałem fascynujący wywiad z Krzysztofem Komedą, któremu zostało zadane takie samo pytanie. Bardzo mi się podobało to, co powiedział Krzysztof Komeda, że on muzykę umieszcza w filmie tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia. Kiedy wie, że kiedy tej muzyki nie będzie, to film będzie gorszy. To przekonująca koncepcja. Muzyka umieszcza filmową sytuację w jakimś emocjonalnym kontekście i to jest jej główna funkcja. Dzięki muzyce lepiej rozumiemy, co się dzieje na ekranie, ona pogłębia film. Wszystko zależy od tego na co umawia się reżyser z kompozytorem i jaki efekt chcą uzyskać. Nie bez znaczenia jest tutaj doświadczenie jednego i drugiego. Zbyt ambitny kompozytor zatupie każdą scenę w filmie. Czasem poprzez radykalną redukcję środków można osiągnąć o wiele lepszy efekt. Kiedyś Zbyszek Preisner powiedział bardzo ważną rzecz: „Leszek, Ty piszesz muzykę do filmu jakby to była muzyka. A powinieneś pisać muzykę do filmu tak, jakby to była muzyka do filmu."
To święte słowa.

L.B.: Wczorajszy koncert ku czci Komedy stanowi uwerturę do wydarzeń z muzyką filmową w tle. Z Poznania udajesz się w podróż do Krakowa na międzynarodowy festiwal filmowy. Jak wyglądały Twoje przygotowania do wystąpienia na gali finałowej „OFF Plus Camera 2009"?

L.M. Dostałem zamówienie, żeby wykonać muzykę do filmu Luisa Bunuela „Pies Andaluzyjski". Oglądałem ten film wielokrotnie i próbowałem doszukać się w nim głębszego sensu, ale stwierdziłem, że jest to po prostu swobodne następstwo abstrakcyjnych obrazów. Początkowo w taki sam sposób zamierzałem podejść do tej sprawy. Po prostu grać swobodnie to, co mi przyjdzie do głowy. Myślałem, że im bardziej abstrakcyjne będę wykonywał muzyczne figury, tym lepiej będę wtórował autorom scenariusza. Tymczasem podczas prób okazało się, że ta koncepcja nie działa. Musiałem nauczyć się rytmów tego filmu, potraktować go bardzo formalnie. Podzieliłem go na konkretne rozdziały. Absurd obrazu będę się starał podkreślić poprzez unikanie tonalnej harmonii. Atonalne, abstrakcyjne akordy dobrze współgrają z atmosferą „Psa Andaluzyjskiego". Dopiero na końcu, kiedy główna bohaterka odnajduje swoje poczucie bezpieczeństwa po dramatycznych przejściach, harmonia powinna się rozpogodzić. Ten film jest tak naprawdę o poszukiwaniu, dobrej, spokojnej miłości. Bohater w końcowej scenie zdaje się mówić „Ileż można na Ciebie czekać wariatko".

L.B. Współpracujesz z niezależnymi twórcami z Wrocławia...

L.M. Wiesz, żaden twórca nie jest do końca niezależny...

L.B. Przygotowujesz muzykę do najnowszego filmu Bodo Kox'a „Chłopak z Wadowic. Życie i twórczość Oskara Boszko". Jak wygląda Wasza współpraca?

L.M. Na razie zrobiliśmy tylko zwiastun tego filmu. Bodo Kox jest jedynym znanym mi reżyserem na świecie, który zapłacił za muzykę i jej nie odebrał. Z tego co wiem prace nad filmem są jeszcze daleko w... lesie...

mozdzer_stanko_dudziak

L.B. Czy według Ciebie twórcy w Polsce mają zapewnione godziwe warunki bytu?

L.M. Bycie twórcą nie zapewnia automatycznie godziwych warunków życia. Tak zwane godziwe warunki to jest funkcja prosperującego umysłu i tutaj akurat czy jest się twórcą czy jest się handlowcem, to nie ma nic do rzeczy. Kiedyś myślałem, że podstawowym dobrem, które uleczy moje życie, będą pieniądze. Dzisiaj wiem, że tak nie jest. Pieniądze są bardzo niewielką częścią tych wszystkich zjawisk, które składają się na ogólnie pojęte poczucie szczęścia. Ludzie jednak często bardziej koncentrują się na swoim poczuciu pustki, biedy i niedostatku. Dlatego gonią za pieniędzmi i ciągle jest im mało. Wiem już, że pierwszym krokiem w stronę osiągnięcia dostatku, jest pielęgnowanie w sobie uczucia wdzięczności za to, co się ma. A przecież zawsze coś się ma.

L.B. We Wrocławiu zakończył się 30. Przegląd Piosenki Aktorskiej, na którym gościła Iva Bittova. Czy widzisz wśród polskich aktorów kogoś o tak niesamowitym potencjale muzykalnym?

L.M. Cały czas czekam na taką osobowość, która by mnie w stu procentach przekonała.
Ivę Bittovą porównałbym do gór, lasu albo do morza. Ona po prostu jest. Ona jest po prostu doskonała, taka jaka jest.

L.B. A jak w ogóle gra Ci się na fortepianie? Biorąc pod uwagę to, że dźwięk wydobywa się z fortepianu w oddaleniu od centrum ciała.. Czy gra na fortepianie jest wyczerpująca?

L.M. Nigdy nie narzekałem na brak kondycji. Jeżeli chodzi o wyczerpanie, to takich problemów raczej nie mam. Widzę, że z biegiem lat troszeczkę zaczyna mi ciało sztywnieć, jest trochę mniej elastyczne. Natomiast rozwija się świadomość... Jak mi się gra na fortepianie...? To jest dobre pytanie... Za każdym razem inaczej. Czasem z nim walczę, czasem go pieszczę, zależy w jakiej jestem formie ja, albo on.

L.B. Czy eksperymentujesz z grą na tradycyjnych ludowych instrumentach?

L.M. Ludowych instrumentów mam akurat niewiele. Ale w domu mam sporo instrumentów. Na każdym z nich trochę gram, ale nie będę tego robił nigdy publicznie, bo wiem jak wysoki poziom można osiągnąć na danym instrumencie. Nie będę się wygłupiał i udawał, że jestem gitarzystą, trębaczem czy basistą, bo nie jestem. Są lepsi ode mnie, grywam z nimi na co dzień.

mozdzer

L.B. Kilka lat temu gościłeś z koncertem w Kazachstanie, w Ałmaty. Jak wspominasz podróż do Azji Środkowej?

L.M. Była to przedziwna mieszanka Azji i Europy. Ta cała komunistyczna rzeczywistość w przedziwny, fascynujący sposób łączyła się z azjatyckim sposobem na życie. Czerwone flagi były przyczepione do wielbłądów, na których jeździli lokalni mieszkańcy. To była przedziwna kombinacja, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Jest to fascynujący świat, bardzo piękny. Miałem okazję poznać tam dosyć blisko rodziny kazachskie. Zostaliśmy zaproszeni do muzycznej rodziny, gdzie stoły uginały się od jedzenia. Pograliśmy sobie trochę. Tam mieszkają naprawdę wspaniali muzycy. Byłem zaskoczony poziomem tych artystów.

L.B. Co sądzisz o wychowaniu polskich dziewczyn, w kontekście wychowania dziewcząt w Kazachstanie, które od małego są pełne gracji i swobody?

L.M. Przecież wiadomo, że nasze, polskie dziewczyny są najfajniejsze!

L. B. Dziękuję za rozmowę.

txt, fot. Luiza Banach

 

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 

szukaj: