facebook twitter LinkedIn

{reszta świata}

02/04/2009

Elburg bez tajemnic

elburgElburg to małe miasteczko portowe położone na wschodzie Holandii, w prowincji Geldria. Powstało w XIV wieku. Choć nie przyciąga zbyt wielu turystów, dobrze służy swoim mieszkańcom. W pewne wakacje miałam szansę je poznać.


5.00. Już. Ku mojemu zaskoczeniu, jestem na miejscu. Kierowca busa wysadził mnie tuż pod domem, w którym miałam spędzić kolejnych kilka miesięcy. Mała, wąska uliczka wyłożona brukowaną kostką sprawiła, że od początku polubiłam to miejsce. Zapach bułeczek z pobliskiej piekarni umilił mi czas czekania na mojego współlokatora. Czarny kot - pech??? Nie, sympatyczny zwierzaczek. Towarzysz mojego śniadania - polskich kabanosów, a bynajmniej w Polsce kupionych. Tak wyglądała pierwsza godzina mojej „wizyty" w Elburgu.

elburg

Kilka godzin snu w zupełności mi wystarczyło. Jedyne co wtedy chciałam to jak najszybciej wybrać się „na miasto" i zobaczyć czy poranny widok to tylko oznaka zmęczenia czy faktycznie miejsce to posiada magię, którą wyczułam.

elburg

Całe miasteczko to właściwie ryneczek otoczony fosą, za którą znajdują się zielone pola i łąki. Budynek, w którym zamieszkałam znajdował się w samym centrum. Uliczka - Ellestraat połączona była z kilkoma takimi samymi brukowanymi uliczkami. Wzdłuż każdej z nich ciągnęły się kamieniczki zagospodarowane na mieszkania, małe sklepiki i, w większości, tureckie knajpki. Jeden pub - Strong Bar wieczorami skupiał Holendrów, którym brakuje odskoczni od spokojnej, żeby nie powiedzieć nudnej, codzienności. Szczególną atrakcją był kanał, na którym, pod wpływem drgań wody, falowały przeróżne jachty - małe, duże, luksusowe, stare historyczne wraki. Wzdłuż jachtowego portu kucharze zapraszali do swoich restauracji - rybnej, z lodowymi przysmakami czy naleśnikarni, w której miałam przyjemność pracować.

elburg

Pierwsze 2 tygodnie zleciały mi na zachwycaniu się czystością, uporządkowaniem i delikatnością Elburga... Następne wypełnione były tęsknotą za moją nieobliczalną, wręcz dziką Polską, której różnorodność stanowi jej piękno. To holenderskie miasteczko z pewnością mogę nazwać przyjaznym i uroczym, niestety wszystko tam było takie samo. Jednakowe domki, uliczki, mostki, ławeczki, sklepiki, dróżki z muszelek., zadbane, oswojone zwierzęta wygrzewające się na zielonych łąkach. To wszystko po kilku tygodniach przyprawiało mnie o ból głowy. Ślicznie i nudno. Brakowało mi nieokiełznanej naturalności: dzikiej zwierzyny, do której muszę się skradać, żeby ją podpatrzeć, starego, zniszczonego budynku, na który patrzę i myślę jakby wyglądał po odnowieniu. Ład, harmonia, czystość, chociaż pożądane w życiu, odebrały temu holenderskiemu miasteczku indywidualność. Dla mnie Elburg (wyjątkowy jedynie ze względu na wspomnienia i sentyment) wtapia się w obraz innych holenderskich zadbanych i ładnych miasteczek.

elburg

Pobyt w Elburgu nauczył mnie doceniać to, co mam. Przed wyjazdem marzyłam o tym, żeby moja dzielnica, mój mały świat wyglądał inaczej. Teraz spacerując podziwiam to, co widzę. Idę do lasu i napawam się dziką przyrodą, przedzieram się przez zarośla, żeby dojść do miejsca, które zawsze jest niespodzianką...

txt, fot. Beata Tuszyńska

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 

szukaj: