{czytanki}
Femme fatalne femine
Gdyby Vermer żył malowałby takie jak ona. Z kulawym parkietem (poturbowany zwłaszcza po pissie salsowej) pełnym chipsów po niej. Gra muzyczka, leci dym, dym wpada do oka Ali.
Ala długo na imprezie nie zostanie. Ale Ali Andrzej w tańcu flaczał, nogi robiły mu się cienkie i zgrabnie schodził w dół. Generalnie tańczył w dole. Jarek ugniatał pyrki w tańcu, tak kazano mu tańczyć oberka jak chodził na tańce ludowe. To jest tylko tło, bo impreza miała jej imię: Ewa.
„With that extraordinary gift, that woman's gift, of making a world of her own wherever she happened to be" z „Mrs. Dalloway" Virgini Voolf
Zwiedzała kolana wszystkich mężczyzn. Podchodziła do tych siedzących przy barze.Za całusa w policzek piliśmy wszyscy. Ale oni są naiwni - te fujary. Kiedy szła środkiem klubu otaczała ją procentowa aureola rozmazanej kredki: pij,pij - będziesz ładniejsza, łatwiejsza.
Piątkowe powietrze źle wpływa na umysły kobiet. Każda chce być nimfetką. Lolitką zamawiającą piwo, lolitką przeglądającą się w lustrze, kiedy mężczyzna czekający w kolejce do kibla pożąda lustrzanego odbicia.
(Jeśli jesteście tu we dwoje proszę szybko zróbcie swoje. - napis w toalecie w Lifie)
- Dlaczego flirtujesz z moimi najlepszymi przyjaciółmi? - zapytał jej chłopak.
- Mnie się tylko śniło, że leżałam na taśmie produkcyjnej, a każdy z twoich znajomych całował inną cześć mojego ciała - oj pocałuj mnie, słonko!
Słońce świeciło jej za trzech, całowało ciało i po imprezie do domu brało. Musiało odganiać potencjalnych Vermerów - każdy chciał portretować ją w toalecie. Od przodu, od tyłu.
Słońce musiało ofiarować jej inną bajkę, bo gotowa inaczej liścia mu sprzedać. Ewa nie chce opuszczać swojej zadymionej sceny, ona nie Ala.
A wyjście z klubu jest jak oskarżenie tłumu paparazzi: to twoja wina!
Więc wychodzi speszona, nie chce żeby było ją widać. Lamp, tych ulicznic, nie da się oszukać: to twoja wina! - krzyczą upiornie jasno.
Słońce bierze ją za rękę i pociesza, że przestrzeń jest w kropki. Wesoła jak biedronka.
Chodź pójdziemy do mnie, moja mama przyrządzi ci co zechcesz. Jutro na śniadanie.
(Po co wam feminizm? To kobieta jest ta zła, to pije, bije, a mężczyzna może jej na to tylko: przez żołądek do serca.)
Morał z tego taki, że na śniadanie dostała naleśniki z truskawkami. Tak smaczne jakby matka Słońca na balkonie pole truskawkowe miała. Jadła je tylko z jednym okiem otwartym. Drugie nie chciało się otworzyć od wczorajszego dymu.
txt: Magda Genow
fot. Sonia Firlej
dodaj komentarz
Inspiracje chodza po klubach..:)POza tym wczesniej zawsze bronilam kobiet,a ze dyskryminowane na rynku pracy itp.a teraz to faceci maja przerabanie-ciagla krytyka typu "a nie pomogl w urochomieniu laptopa,a to przeciez facet,powinien znac sie na komputerach"
Ciekawy tekst. Zastanawia mnie tylko inspiracja... jednak poniekąd zdanie ze "To Kobieta jest ta zła..." zaczyna sie sprawdzać w dzisiejszym świecie... niestety... Pozdrawiam!