facebook twitter LinkedIn

{Poznań - miejsca}

28/04/2008

Co w parku piszczy?

solaczKoniec półrocznego listopada (od października do kwietnia plus jedna śnieżyca na Wielkanoc) powitałam z ulgą i lekkim sercem. Po pierwsze dlatego, że nie jestem alergikiem i wszystko może sobie dookoła mnie pylić ile dusza zapragnie; po drugie, ponieważ postanowiłam sobie solennie, że zakocham się w Sołaczu.

Nie zanosi się jednak na to, że doczekam się zaraz, a dotychczasowe podejścia można określić jako miłość trudną.

Jeżeli już ktoś roztaczał przede mną wizję poznańskiej krainy z bajki to, wbrew pozorom, był to nie Stary Browar, a raczej Sołacz. Zagubiona gdzieś między torami tramwajowymi dzielnica willowa z pięknymi domkami, uliczkami, trawniczkami i w ogóle wszystkim pięknym. W tej podmiejskiej scenerii króluje legendarny Park Sołacki, przypominający scenografię do baśni filmowej. Zwalnia tam oszalałe tempo życia w mieście, cichnie ryk samochodów, w powietrzu unosi się zapach zieleni, a po stawach leniwie przechadzają się, tfu, pływają kaczki.

solacz stawek

Wszystko to prawda, zwłaszcza kaczki, które wcale nie są ani tak urocze, jak reszta parku, ani tak leniwe, jak to się wydaje. Bardziej zresztą pasuje do nich określenie „krwiożercze", charakterystyczne dla wszelkiego poznańskiego drobiu od wróbelków zaczynając. Wszystko, co ma skrzydła, zdradza wyraźne objawy wiecznego niedożywienia i każde pojawienie się niczego nieświadomych obywateli z bułką, kanapką albo innym pieczywem brane jest za otwarte zaproszenie do stołu. Nieostrożny posiadacz bułki musi bardzo uważać, żeby dzierżone przez niego grahamki nie zmieniły niepostrzeżenie właściciela.

Za to celowe karmienie kaczek przez rodziny z dziećmi to już otwarta wojna, w której wygrywają najsilniejsi, a z kaczej kotłowaniny dobiega skowyt rannych, ryk zwycięzców i kilogramami leci pierze. Wniosek z tego taki, że ptasia grypa nie jest wcale najgorszym, co się człowiekowi może przydarzyć w zetknięciu ze skrzydlatym wrogiem, o jakim się nawet Hitchcockowi nie śniło.

solacz mostek

I to wszystko, drodzy państwo, właśnie na bajkowym Sołaczu, na którym znalazłam się pełna nadziei i oczekiwań zaraz jak tylko wyjrzało pierwsze słońce i czająca się do tej pory nieśmiało natura ruszyła pełną parą, kwitnąc, buchając zielenią prosto w twarz i nokautując atmosferą ogólnej radości. Krajobraz był upstrzony gęsto chmarami dzieci i przycupniętymi na niektórych ławeczkach studentami. Drzewa oplecione w całości bluszczem, całkiem ładny strumyczek, równe alejki... to, że jesteśmy w dalszym ciągu w samym środku wielkiego miasta przypomina jedynie (za to bardzo skutecznie) ruchliwa ulica po której tuż przed naszym nosem przetaczają się z rykiem i bez przerwy sznury samochodów. I cały romantyczny nastrój z miejsca szlag trafił.

Co ciekawe jednak, byłam chyba jedyną osobą, której ta drapieżna urbanizacja kończąca (według mnie) park w połowie, przeszkadzała. Dzieci i studenci nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń i bezczelnie spędzali miło czas. Moje własne zastrzeżenia postanowiłam więc podpiąć pod prowincjonalne nawyki, że jak jest park, to z tłumiącą wszelki hałas ścianą zieleni po horyzont.

txt: Kasia Kryśków

fot. czower (http://picasaweb.google.pl/czower/SoAcz)

Więcej zdjęć z Sołacza w GALERII.

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 
  • May 2, 2008, 8:26 pm - emi

    A dla mnie Sołacz jest bez wyrazu, zwyczajny park w centrum miasta, szaro buro i ponuro. Zastanawiam sie jeszcze co tam robią te łabędzie:) Polecam za to nowe Zoo blisko Malty

  • April 29, 2008, 7:39 pm - Anaxymon

    Zgadzam się w zupełności. Mieszkałem 2 lata w tym przepięknym miejscu. Choć dla mnie Park Sołacki był jedynie preludium do mojego ulubionego miejsca, czyli do całej wspaniałej trasy wiodącej w stronę Rusałki :)

szukaj:

Szukaj hotelu:
Porównaj na trivago hotele online Poznań