{czytanki}
Brand New Man
Nie od dziś wiadomo, że świat telewizji hojnie wynagradza kobietom wieki niesprawiedliwości dziejowej. Koronacją tych wysiłków było powstanie lifestylowego kanału w kolorze lilarouge. Jednak, jeśli wierzyć w to, że mamy takie media na jakie zasłużyliśmy, to nadszedł czas i na granty dla mężczyzn. Nagroda cieszy o tyle mniej, o ile jest to bardziej bon na towary z firmowego katalogu. Co w ofercie, o tym niżej.
Oto powstał Polsat Play, kanał misyjny w kolorze zależnym od tego co akurat podoba się kobietom. Ale mniejsza tu o walkę płci. Stacja wytoczyła działo na miarę naszych czasów licząc na to, że zdetronizuje TVN przykuwając do ekranów męską część nowopowstającego gatunku, o bardziej wirtualnym niż naukowym przydomku homo consumentus. Nowy produkt świadczy usługi w zakresie trendów, porad i stylu dla nowoczesnych mężczyzn. To czy jakikolwiek styl (poza) jest nam potrzebny, najpewniej wynika z przeprowadzonych wcześniej badań rynku. Mam jednak wrażenie, że marketingowcy Polsatu, próbę badawczą ograniczyli do prenumeratorów miesięcznika Logo, którego oferta jest tożsama z opisywaną.
Tyle z żartów, bo od momentu, w którym zetknąłem się z tym zjawiskiem, obawiam się pisać i wypowiadać w liczbie gatunkowej, czyli mnogiej. Polsat Play, wbrew swoim strategicznym założeniom, zmusił mnie do refleksji, a skoro we współczesnym społeczeństwie telewizor jest lustrem, to tylko dziękować, że mnie ta refleksja, na któryś most nie zaprowadziła.
Przyjąłem wykładnię nowego medium i zadałem sobie pytania o tożsamość płciową, o to jak etykiety „prawdziwy" i „współczesny" mają się do mnie samego. Na drodze poznania służyły mi: program telewizyjny, Internet oraz czaszka wraz z zawartością.
Gotowy wniosek mógłby być taki: gdyby krajem rządził dyrektor Polsat Play, stolicą byłyby Złote Tarasy, a problem religii w szkołach zniknąłby wraz z wprowadzeniem w jej miejsce kulturystyki i fitnessu. Dla siebie i temu podobnych widzę miejsce jedynie w programach przyrodniczych o gatunkach niżej rozwiniętych.
Historia choroby tej konkluzji zaczyna się w sobotę. Z oferty programowej Polsat Play możemy korzystać od szesnastej, bo wcześniej mężczyźni zarabiają pieniądze, żeby w ogóle był sens oglądania. No właśnie, a ja o tym nie wiedziałem i obcowanie ze światem prawdziwych mężczyzn zacząłem od programu pt. „Jak wydać miliard?". Szlachetny program - pomyślałem w przekonaniu, że opowiada o najpopularniejszych studenckich stołówkach. Tymczasem tam naprawdę chodzi o pieniądze, a poziom oglądalności programu w Polsce kształtuje się na poziomie trzech zainteresowanych osób. Przed kolejną próbą zmierzenia się z prawdą ekranu, polecam wyjrzenie przez okno w celu zweryfikowania mogących się pojawić wątpliwości co do miejsca pobytu. W międzyczasie udało mi się wydać dwa jęki i 3.60zł na zupę, po czym stwierdziłem, że również niczego nowego nie dowiem się z edukacyjno-demaskatorskiego programu pt. „Wszystko o mężczyznach". W ciągu niespełna 30 minut trwania programu, twórcy proponują pigułkę wiedzy o wszystkim co w życiu nowoczesnego mężczyzny najistotniejsze: modzie, alkoholu, związkach, zdrowiu i odżywianiu. Strumień informacji jest jednak tak gęsty, że wydobyłem jedynie dwa przesłania, mianowicie: najzdrowsze jest modne odżywianie, a spożywanie alkoholu służy zawieraniu związków. Jak po solidnym wykładzie, pozostała jedynie chęć spożycia.
Dwie godziny później, ustawowo rusza pasmo erotyków, ale mając na uwadze potencjalne niebezpieczeństwo zawarcia związku z „Uwiedzioną i Porzuconą" albo co gorsza z „Niebezpieczną Kochanką", pozostałem w stanie zimnej trzeźwości i lojalności partnerskiej. Choć „Zabójczy Masaż" intrygował wyobraźnię i po ciężkim dniu odważnie bym taki przyjął, to jednak wolałem, żeby mi ktoś wymasował mózg, bo już w początkowym stadium choroby miałem wrażenie, że Dr Lecter nie potrzebowałby kuchenki.
Na ostygnięcie pozostaje kilkanaście godzin. Program w niedziele również startuje o 16:00, bo wcześniej faceci zabierają samochody na zakupy. A dzień święty w Polsacie Play, zaczyna święcić się od inkwizycji amerykańskich śledczych przeciw narkotykowym bossom. Fani marki Hugo Boss ponoć zbojkotowali serial. Sporo tracą, bo wyczyny tamtejszych policjantów na pewno godne są najlepszego kina domowego. Choć propozycja względem innych stacji raczej wtórna. Po wstrząsach wywołanych latającymi radiowozami, nadchodzi seria programów terapeutycznych. O Harleyach, Jaguarach, Porsche, czyli oferta dla mężczyzn nie posiadających jeszcze w życiu celów. A gdyby ktoś chciał upewnić się co do słuszności wcześniej zakupionego krawata, Iwona Rejzner w programie „Terminator" odwiedza imprezy, a poprawniej - eventy prestiżowe. Tam z kolei możemy zobaczyć, jak panie proszą panów o adresy sklepów dla swych mężów, panowie proszą panie o pozbycie się swych mężów, a prowadząca próbuje zaprowadzić kolejność w występach głodnych kamery rekinów show businessu. Nuta psychologiczna nie milknie. O ile Porsche jako cel życia wydawał mi się uporczywy, to coś na wzór kariery Przemysława Salety, bynajmniej.
Prowadzący „Gadżety Salety" bokser wagi zmiennej, walczył na tyle mądrze, że buzia wciąż nadaje się do telewizji i ryzykuje jedynie odciskami od iPhona, który być może posiada też program masujący. Istotnie, to program dla twardzieli. Motorówki, znowu samochody, zabawki w cenie samochodu - miękką ręka takich pieniędzy się nie wydaje. A dyskusje o tym, kto ma jakie ręce i gdzie je wpycha prowadzą komentatorzy „Hard Rock Weekend", czyli faceci uczą się plotkować. Wprowadzają nas w najlepiej znany z tajemniczych światów, świat celebrytów. Wedle pradawnego obyczaju, komentują doniesienia prasowe na użytek tych, którzy pragną donieść je dalej.
I tak cała niemalże niedziela w kanale Play, gdyby spojrzeć całościowo, poza wspomnianym psychologicznym, zyskuje również wymiar filozoficzny. Poczynając od zagadnień ontologicznych jak „byt, a luksus bytu" w programie o Jaguarach, by na gnostycyzmie ze świata idoli skończyć. Choć tak naprawdę wszystko znów kończy się na seksie, któremu przypada połowa ramówki. Sam Leszek Miller poczerwieniałby na myśl o tym, jak mógłby kończyć prawdziwy mężczyzna przed ekranem.
Niejako przy okazji, powstanie kanału może być impulsem przemian zarówno w gospodarce, jak i w rodzinie. Powoli mogą zacierać ręce sprzedawcy telewizorów, gdyż po sukcesie nowego rodzaju sprzętu AGD - telewizora kuchennego - nadchodzi czas doposażenia w odbiornik domowych siłowni. Tym samym, szczęśliwym dzieciom kończy się epoka racjonowanego dostępu do salonowej plazmy.
Z punktu widzenia nie nowoczesnego i zapewne nie wyzbytego kompleksów samca, narzucający się prześmiewczy ton, to być może tylko mechanizm obronny. Racji bytu kanałowi odmówić nie można. Podobnie jak nowemu mężczyźnie. Prawda czasu - prawda ekranu, mawiają.
txt. Grzegorz Luft
dodaj komentarz