{czytanki}
Żądza rządzy
Władza, to tylko małe słowo, a wielkie zjawisko. Jest jak narkotyk. Kiedy zaczynasz z nią obcować, jesteś przywiązany tak naprawdę do końca. Popęd jest ludzki, więc należy go zrozumieć (wedle przysłowia: „nic, co
ludzkie nie jest mi obce"). Przyjąć. Na milcząco. A jak kto woli, to i
na siedząco, z założoną nogą na drugą nóżkę. Ale czasem trzeba wrzasnąć.
Inaczej przestaje się czuć, a wówczas można się nieźle pogubić.
Nie trzeba być nie wiadomo jak rozgarniętym, aby znać zjawisko władzy. Od berbecia do wapniaka wałkujemy ten temat. Niektórzy tak się w to wczuwają, że nie poprzestają tylko na przyglądaniu się innym. Najzabawniejsze jest to, że do władzy najczęściej dochodzą ludzie pozornie nijacy. Zwykli. Szare myszki. Tak jak syn szewca, nie liczący się w ogóle - Józek Stalin.
Władza jest jednak na tyle specyficzna, że wymaga ogromnego wysiłku. Najpierw należy długo na nią czyhać, a następnie wybrać odpowiedni moment, przyczaić się i hopsnąć po nią tak szybko, aby inni zostawieni w tyle, obudzili się z ręką w nocniku. Na tym się nie kończy. Później jest już gorzej. Wszyscy są zagrożeniem. W głowie kołowrotki. Schizofrenia. Każdy jej chce, a ona podzielona być nie może, bo traci swój smaczek. W tej sytuacji zaczyna się bieganie, przewracanie, łomotanie, taplanie w błocie. To burdel się dzieje. Dziczeje wszystko wokół. Żądza określa swój byt.
Od wszechczasów poszukuje się czegoś, czemu nadano by miano złotego środka. Gdy jest się o krok od celu, usta składają się do krzyku i już wołają eureki, hip hipy hura, kiedy nagle... daje znać o sobie paradoks.
Na wieki wieków ludzi wmurowano w piramidę. Ci będący wyżej trzęsą portkami o swe posady. Niżsi natomiast jak sępy, wyciągają pazury i z pożądania szarpać zaczynają tych, co nad ich głowami. A gdy już ich poskromią, ochoczo zajmują miejsca wyżyn. Ale to normalka. Im wyżej, tym mniej dzieli od dna. Kurzy się. Grzmoci. Wióry lecą. Wydaje się, że wygrywają ci, którzy celem uświęcają środki.
Chwała niech będzie jednak tym, dla których piramida jest sensem teoretycznym, nie zaś punktem odniesienia. Cenne jest bowiem wejść między wrony i ćwierkać tak, by nie zostać pożartym. Niech żrą się natomiast ci, którzy dla świata są już zjedzeni.
txt, fot. Panicz Urszula, panicz.ula@wp.pl
dodaj komentarz