facebook twitter LinkedIn

{czytanki}

21/10/2008

To już jest koniec?

fireDo tej pory przeczytałam dużo książek. Tylko niektóre wywoływały we mnie wyraźne emocje. Na pozostałe reakcją była obojętność. Im bardziej profesjonalny autor, tym łatwiej nakręcić czytelnika. Tak było w przypadku ostatniej lekturki. Nie doszłam jednak do końca, gdyż przejrzałam na oczy...

Szkoda było mi czasu na czytanie o tym, że zbliżamy się do końca świata. Tak wiele przepowiedni idących w tym kierunku się nie sprawdziło, a każda przecież miała być prawdziwa. Wszystkie miały straszyć, ostrzegać. W pewnym momencie, kiedy istnieje takie coś jak nawał informacji, które okazują się być pustymi, człowiek staje się odporny. Nieważne, że autorzy proroctw powołują się na naukę. W tym kontekście wiedza ta wydaje się nijaka. Człowiek i tak wie swoje. Jest rozumniejszy niż teoria. Jednakowoż istnieją też i tacy, którzy wierzą. Oni potrzebują tego. Niejako wiercą się w siedzeniach czekając na spełnienie. To nie znaczy jednak, że się nie boją. Co więcej tacy nakręcają innych. Poniekąd dzielą się swym strachem.

Jeżeli miałabym się określić, byłabym wśród tych drugich. Ale tylko i wyłącznie przez pierwsze chwile spędzone na czytaniu Przepowiedni. Przeraziłam się nauką. Później otrząsnęłam i... Nie wierzę. Mimo wszystko podziwiam epika za to, że potrafił zawładnąć moim rozumem. Niefortunnie, bo doszczętnie. Na szczęście, bo na chwilę. A jak? To poniżej.

Atlantyda ludzkości

Chcecie żyć normalnie jak do tej pory? Nie czytajcie przepowiedni. Owiane niech jutro tajemnicą będzie. Chyba, że pragniecie umrzeć naturalnie jak dotychczas odchodzili najbliżsi. Wówczas przygotujcie się na apokalipsę, bo jej czas już nadszedł. Spróbujcie przeżyć.

To, co stało się z moim, myślę że szczęśliwym, życiem, jest smutne. Coraz częściej zaczęłam popadać w konsternację. Byłam wtedy odcięta od tego, co obok. Teraz nie istniało. Walczyły we mnie myśli, te złe i dobre. Próbowałam się nie bać. Myśleć pozytywnie. Realnie. Logicznie. Gdy zakładałam różowe okulary, było bajecznie, umiarkowanie beztrosko, jak do tej pory. Natomiast, kiedy przez ułamek sekundy przypominały mi się słowa Geryla Patricka, szybki okularów zdawały się pękać. Widziałam to, czego nie chciałam. Co wydawało się nastąpić niebawem. A tym samym zniszczyć ludzkość bez zastanowienia. Po prostu. Z drugiej strony, może tu chodzi o coś więcej. Przecież jesteśmy rasą wysoce cywilizowaną. Jedynie, albo aż, moralność spadła z piedestału. Zaczęto hołdować pieniądzom. A co jeśli tkwi w tym głębszy sens? Destrukcji ma ulec świat, który tak naprawdę jest zniszczony, którego nie da się naprawić. Winą obarczyć należałoby szaraka, który chcąc życia w luksusie, poruszył niebo i ziemię. Potem wszystko wymknęło mu się spod kontroli, a teraz powoli się rujnuje, bądź też jest zburzone. Jeżeli tak ma być, to teoria, że to człowiek doprowadzi do końca świata jest słuszna. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

fire

Do tej pory czytając "Przepowiednie na 2012 rok" szukam słowa, które byłoby wybawieniem. Czegoś, co pozwoliłoby mi śnić tak jak do tamtej pory. Zastanawiam się, w którym momencie autor napisze, że zakpił sobie z czytelnika. Przewracam nerwowo strony, a tam ciągle nic. Pisze poważnie i tak przeraźliwie naukowo. Każdą tezę potwierdza teoretycznie. Wzbudza to we mnie grozę tym większą, im bardziej się zatapiam w tą historię.

Praktycznie, można by rzec, że jestem niedowiarkiem, ale w tym wypadku jest jakoś inaczej. Boję się wierzyć, ale też lękam się tego nie robić. Strach jest tym silniejszy, im intensywniej myślę o życiu swoim i najbliższych. Nie wyobrażam sobie zginąć ot tak bez walki, nawet bez możliwości ucieczki.

Mam dwadzieścia lat. To za mało, aby umierać. Odchodzą bowiem ci, którzy coś przeżyli. Osoby cierpiące dosyć długo na jakąś chorobę. Ci, co mogą zabrać wielki bagaż doświadczeń. Ja mam jedynie mały pakunek. Jestem młoda. Zbyt dziecinna wciąż. Niedorosła jeszcze w pełni, by móc powiedzieć: żegnaj. Nie! Nie zgadzam się na to! Co więcej do tej pory wiele rzeczy odkładałam na potem, ale nie z lenistwa, lecz z właściwości tychże przymiotów. Z ich niezwykłości. Chciałam kontrolować czas. Żyć w zgodzie ze sobą. Pozwolić dojrzeć. Wypracowałam nawet cierpliwość w niecierpliwości. Nierzadko ożywiałam marzenia. Ale tylko tyle. Gdy bańka pękała, wracały realia.

A teraz? Jak dalej mam spełniać każdą sekundę? Jak myśleć o tym, że na wszystko przyjdzie czas, kiedy wiem, że tak nie będzie? Czy jest jakiś sposób na to, by przeżyć cztery lata, tak jak całe życie? A gdzie miejsce na starość? Przecież miałam być kruchą babiną siadającą z wnuczkami przy kominku i czytającą im bajki. I te pierogi z kapustą i grzybami. Tak nie będzie. Skończy się na tym, że odejdę na początku swej drogi. Nawet nie zdążę trzasnąć drzwiami, a już mnie nie będzie.

Ciągle jednak wierzę, że to jakiś okropny żart. Pragnę, aby to wszystko było kpiną z ludzkości. Błędem naszej rasy. Tą przestrzenią, gdzie nawet rozum ludzki zawodzi. Nie chcę w to wierzyć! Marzę o tym, by się nie bać, spać normalnie, jak przedtem. Nawet jeśli katastrofy nie będzie, dowiemy się w ten sam dzień. Ale czy można z góry założyć, że to fałsz? A co jeśli to się wydarzy i nie będziemy przygotowani? Wówczas zapełnimy puste karty historii, jak zrobili to Majowie i Egipcjanie. Zostanie po nas legenda.

txt, fot. Urszula Panicz, panicz.ula@wp.pl

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 

szukaj: