{czytanki}
Alicja w krainie czarów...
Przechadzam się ulicami. Jest szaro, brudno, nieprzyjemnie. Zniszczone autobusowe wiaty, zdewastowane budynki, bandy wyrostków snujące się bez celu w poszukiwaniu przygody... Omijam pustą puszkę po piwie. Ze zdumieniem przyglądam się śpiącemu w łachmanach na ławce... Nie podoba mi się ten obraz. Czuję się przygnębiona. Nie chcę tak żyć!
Podstawowy problem polega na tym, że większość ludzi mających korzenie małomiasteczkowe tak naprawdę nie ma szans na inne życie. Tylko od samozaparcia młodego człowieka - a trzeba to dodać, by być sprawiedliwym - oraz dzięki mądrym rodzicom, którzy będą wspierać latorośl w poczynaniach nie tylko finansowo, młodzież ma szansę zrobić coś konstruktywnego w swoim życiu.
Nowatorskie z pewnością nie będzie stwierdzenie, że małe miasteczko tak naprawdę nic nie oferuje chcącym poznawać świat ludziom. Co prawda istnieją biblioteki, ale brak w nich podstawowych pozycji. Gminne Ośrodki Kultury organizują wszelkiej maści kółka zainteresowań, jednak często prowadzą je wątpliwej jakości mistrzowie (np. kółku rytmicznemu przewodzi pani, która tak naprawdę nie ma wystarczającej wiedzy, by być autorytetem w dziedzinie). Poza tym większość tego typu instytucji nastawionych jest na pracę z dziećmi. Gdzie zatem ma podziać się ten, który nie kwalifikuje się już do miana dziecka, a do dorosłego mu jeszcze daleko? Wszystko tu pachnie bylejakością. Władze działają, by poprawić komfort życia społeczności, jednak trudno zauważyć mi ich starania. Jedynie w okresie poprzedzającym wybory - co zresztą nie jest charakterystyczne tylko dla prowincji - stojący na czele gminy (w tym wypadku) wykazują zainteresowanie ludźmi i miastem, nad którym trzymają pieczę i obiecują...
Tak popularny ostatnio nepotyzm decyduje o tym czy młodzian zdobędzie zatrudnienie. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, tendencja do przydzielania miejsc pracy członkom rodziny albo bliskim znajomym podcina skrzydła idealistom, którzy potrafią wykrzesać w sobie tę siłę potrzebną do pracy nad sobą, w konsekwencji do ukształtowania swej kariery. Jak zatem samo doskonalić się, kiedy wokół widać tabuny ludzi, którym się nie udało?
Wielu powiela wzorzec rodzinny. Nie zna innego życia albo nie wierzy w siebie. Wątpi, że jest w stanie wybić się i być Kimś, przechytrzyć los. Nie ma osoby, która popchnęłaby do nauki, wskazałaby przymioty, które warto rozwijać. Małomiasteczkowi rodzice często skupiają się tylko na tym, by posłać dziecko do szkoły. Zapominając, że w dzisiejszym wyścigu szczurów liczy się nie tylko dobre świadectwo, ale także zainteresowania oraz dodatkowe umiejętności młodego człowieka. Nie można się dziwić takiemu stanowi rzeczy. Czasy się zmieniają. Człowiek musi ciągle inwestować w siebie, chcąc być atrakcyjnym na rynku pracy. Nawyk taki trzeba wypracować w dziecku...
By oddać w miarę sprawiedliwy obraz sytuacji, trzeba dodać także, że na prowincjach są ludzie, którzy doskonale są zorientowani w tym, co zrobić ze sobą . Tyle, że nie bardzo wiedzą jak działać, dokąd się udać, jak zmotywować się/kogoś do pracy nad sobą. Brakuje nam społeczników jak Siłaczka Żeromskiego czy doktor Judym, którzy wskażą drogę do lustra, przenoszącego w inny, wymarzony świat... Brakuje dobrych chęci...
txt. Natalia Jurga
fot. K. Waliniak
dodaj komentarz