facebook twitter LinkedIn

{reszta świata}

12/09/2008

Historyja czarownic z Doruchowa

witchPrzenosimy się do roku 1775. We wsi Doruchów 14 kobiet zostaje oskarżonych o czary. Historia zaczyna się od wielkiego bólu w palcu oraz skręcających się w kołtun włosów żony dziedzica Stokowskiego. Brzmi zabawnie, jednak dziwna choroba została odczytana jako rzucony przez czarownice współpracujące z diabłem czar, co miało znamienne konsekwencje.

Czarownice

O konszachty z diabłem posądzono najpierw Dobrą - gospodynię, której się powodziło i słynącą z obfitującego we wspaniałe owoce sadu. To diabeł zapewne dostarcza jej wszystkiego - mówiły zazdrosne kobiety. Druga oskarżona o czarodziejstwo kobieta była żyjącą z wyrobku wdową, której zmarła córka. Lud podejrzewał, że to ona sama, przez swoje ciemne moce, była przyczyną tej śmierci. Trzecią była młoda dziewczyna, prawdopodobnie obłąkana. Udawała czarownicę - suszyła liście dębowe i chuchając w nie wołała do łatwowiernych dzieci: „Mysz leci! Mysz!". Siedem innych kobiet pochodziło z Doruchowa, a cztery pozostałe z okolicznych wsi. Ponoć cioty (tak mówiono na czarownice) spotykały się co wtorek i czwartek przy Łysej Górze, jak do tej pory nazywa się kamień na krańcu Doruchowa.

czarownica


Egzekucya

Z kamiennego mostu na powrozie po kolei spuszczano kobiety do wody. Ich szerokie spódnice ratowały je przed tonięciem, co jednak według dziedzica świadczyło o tym, że są winne. „Nie tonie - czarownica!". Później w zamienionym na więzienie dworskim spichlerzu włożono czarownice do beczek używanych do kiszenia kapusty. Kobiety miały związane ręce oraz nogi i aż do egzekucji zmuszone były klęczeć. Na bokach przykrytych płótnem beczek przylepione były kartki z napisem: „Jezus! Marya! Józef," aby diabli nie mieli do nich przystępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci

czarownice

Dziedzic Stokowski sprowadził następnie z Grabowa trzech sędziów, dwóch katów i trzech zakonników. Z domu zarządcy uczynił salę sądową i izbę tortur. Do „domu na kopie", jak go zwano, wniesiono tylko potrzebne przedmioty: stół, stołki, przybory do pisania, lichtarz, kilka butelek wódki i kieliszki.

czarownica

Okrucieństwo tortur doprowadziło do śmierci trzech ze skazanych kobiet. Pozostałe oskarżone przyznały się do czarodziejstwa. Po południu po więzione w spichlerzu kobiety przyjechały cztery „fornalki". Na jeden wóz położono zmarłe, na pozostałe jeszcze żywe kobiety. Na każdym wozie przy żywych siedział zakonnik. Kiedy zajechano na plac egzekucyjny przy Łysej Górze, wydobyto kobiety z beczek. Pomocnicy kata każdą kobietę kładli na stosie twarzą ku ziemi i każdej klockami dębowymi przyciskali kark oraz nogi. Kat trzem zmarłym uciął głowy, po czym złożono je w jednym dole w pobliżu stosu. Jak pisze świadek wydarzeń: „Sędzia krzyknął straszliwym głosem: pal, i wkrótce stos cały stanął w płomieniach. Tu kat jeden przyniósł w chustce jakieś słoiki drewniane i kilka książek i wrzucał w ogień. Gdy dym zaczął dusić, słychać było jęk niewinnych ofiar, jak spod ziemi podnoszący się ku obłokom. Zgromadzony lud, którego było do kilku tysięcy, wtenczas dopiero pobudzony do litości, zaczął się oburzać na dziedzica, przytomnego na koniu; ten, widząc zżymanie się i pogróżki tłumu spiesznie się oddalił. Stos całą noc się palił."

czarownica


Kolejnego dnia jeszcze jedna osoba straciła życie. Trzy córki na placu egzekucji zostały smagane rózgami, aby się „wyrzekły wspólnictwa z diabłami", jedna z nich nie przeżyła.

czarownica

Ówczesny miejscowy proboszcz - ks. Józef Możdżanowski, próbował odwieść dziedzica od planu tragicznej egzekucji, nie zdołał go jednak przekonać, więc wyjechał do Warszawy, by prosić o interwencje króla Stanisława Augusta. Sprawa doruchowska według prof. Stanisława Waltosia z UJ przesądziła o zniesieniu w 1776 roku procesów o czary w całej Rzeczpospolitej.

czarownica

„Kasandra"

Do dziś echo historii Doruchowa pobrzmiewa w zabytkowym parku. W nim to, na wyspie znajduje się piwnica, w której więziono posądzone o czary kobiety. Obok niej znacznie później wybudowano budynek nazwany „Kasandra". Jest to kawiarnia, do której w weekendowe wieczory nikt już przez most nie boi się przechodzić, a wizerunek czarownicy znajdujący się nad wejściem wzbudza uśmiech i jednocześnie pamięć o wspólnej historii mieszkańców miejscowości. Brzmiąca jak legenda opowieść o „czarownicach" wydarzyła się naprawdę, a prawdziwie niezwykły klimat na wyspie odczuć można aż do dziś.

czarownica

Proces domniemanych czarownic w Doruchowie był ostatnim procesem w Polsce. 15 sierpnia minęły 233 lata od tortur i spalenia na stosie kobiet posądzonych o czary.

Wspierałam się książką „Historyja doruchowskich czarownic", red. Wiesław Przybyła, Ryszard Mazur.

txt, fot. Ilona Świtoń

 

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 
  • September 26, 2010, 8:23 pm - wampirek

    To nie był(y) proces(y) czarownic, bo to nie były żadne czarownice.
    Głupie loga, reklamy, śmichy, chichy - ciemnogród.
    Kto zaciera ślady wiadomo.

  • November 22, 2008, 6:22 pm - malgo

    idiotyzm!czarownice????bzdury!szkoda tylko tych wszystkich kobiet, które spalono na stosie,itp. dobrze że te czasy już minęły!bo znając dzisiejszy świat i obyczaje ponad pół populacji kobiet uważano by za czarwnice

szukaj:

Szukaj hotelu:
Porównaj na trivago hotele online Poznań